Niech żyje Lenin!

25 01 2010

„Nieśmiertelny Lenin będzie żył wiecznie w naszych czynach.”

Muzeum Ho Chi Minh w Sajgonie poświęcone jest historii socjalizmu w Wietnamie. Cytaty wychwalające Lenina czy jego zdjęcia nikogo tam nie dziwią. Twórcą socjalizmu w tym kraju jest były prezydent Cho Hi Minh (na jego cześć zmieniono nazwę miasta Sajgon). Co ciekawe, w latach 70 -tych, gdy rozstrzygały się losy Wietnamu walczącego z kapitalistyczną Ameryką, Polska była krajem również komunistycznym. Teraz po kilkudziesięciu latach stoimy po drugiej stronie, jesteśmy kapitalistami, ale po czyjej stronie byśmy stanęli podczas wojny?

Nie wiem, żaden z tych systemów nie jest doskonały, doskonałe są tylko idee. W praktyce zawsze okazuje się inaczej. W Kambodży socjalizm próbowano wprowadzić terrorem i przemocą. W propagandowym muzeum w Sajgonie nie ma ani słowa o przemocy. Ho Chi Minh jest przedstawiany jako dobry wujaszek Ho, który w całości poświęcił się swojemu społeczeństwu i budowie systemu. Jak było naprawdę tego się pewnie nie do wiemy.

Za to wiemy, że wojna amerykańska w Wietnamie była bardzo krwawa. Dowiadujemy się o tym w muzeum zbrodni amerykańskiej. Przedstawione tam drastyczne materiały bardzo psują wizerunek Ameryki, pełnej idei, walczącej w słusznej sprawie. Może i chcieli przeciwdziałać rozszerzaniu się komunizmu na pozostałe kraje, ale ta walka przeobraziła się w rzeź niewinnych ludzi. Wielu z nich nosiło tego konsekwencje jeszcze wiele lat po wojnie. Wojska USA rozpraszały trujące toksyny tzw. „Agent Orange”. W wyniku czego rodziły się okaleczone dzieci, bez rąk, nóg, z zdeformowanymi twarzami, efekty działań toksyn na człowieku przypominają te po wybuchu reaktora jądrowego w Czarnobylu. Wiele osób było przetrzymywanych i maltretowanych w nieludzkich warunkach, w więzieniach. Zabijano kobiety, dzieci i starców.

Za kilkadziesiąt lat zaczną powstawać podobne muzea w Iraku, bo USA robi tam to samo (pod pretekstem walki z terroryzmem), tylko, że teraz nasz kraj bierze w tym udział.

Pozdrawiam

rybka



Miss Saigon

21 01 2010

Szczerze mówiąc to Sajgon wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, gorzej. Bardziej zacofanie, chyba przez to, że Wietnam jest krajem socjalistycznym. Rozumiem teraz, że obcokrajowcy mogą mieć takie samo wyobrażenie o Polsce, mimo, że u nas komuny już nie ma. Socjalizm kojarzy się z biedą i brakiem rozwoju a kapitalizm z cywilizacją. Tym czasem Ho Chi Minh City (oficjalna nazwa Sajgonu) jest mieszanką Bangkoku i Kuala Lumpur. Jest to ogromne, zatłoczone miasto, z tysiącem skuterów na ulicy. Przekraczanie przejścia dla pieszych w Indonezji czy Malezji to nic w porównaniu z tutejszymi. Dziennie na ulicach tego miasta statystycznie  ginie 3,5 osoby a w całym Wietnamie 40! Mimo wszystko ma ono swój urok, zdecydowanie silniejszy niż Bangkok. Trochę też przypomina mi Hong Kong, ludzie są też bardziej podobni do Chińczyków, ale więcej się uśmiechają.

Dzisiaj rano wyruszyliśmy zobaczyć dwa ciekawe miejsca w okolicy Sajgonu.

Pierwsze z nich to świątynia, w której modlą się wyznawcy Kadoaizmu. Jest to wietnamska religia łącząca w sobie głównie elementy Chrześcijaństwa, Buddyzmu, Konfucjonizmu i Taoizmu, wpływ na jej kształtowanie się miał również Judaizm i Islam. Jest to dość młoda religia, bo założona w 1926 roku. Do jej świętych należą: chiński rewolucjonista oraz dwóch poetów, wietnamski i francuski.

Do świątyni trafiliśmy podczas modlitwy. Nie ma jednak zakazu fotografowania i oglądania w czasie obrzędów. Są wyznaczone specjalne osoby pilnujące porządku wśród odwiedzających. Trzeba tylko zachować spokój i ściągnąć obuwie przed wejściem. Jednak jest tam zdecydowanie za dużo turystów, którzy często przelatują przez świątynię bez chwili zastanowienia, bez żadnej refleksji.

Drugim celem naszej wycieczki było Cu Chi. Miejscowość, która słynie ze swoich bardzo rozbudowanych tuneli. Ponad 200 km podziemnych korytarzy powstało podczas wojny wietnamsko – amerykańskiej. Tunele są bardzo wąskie i niskie. Dobrze zakamuflowane w dżungli. Korytarze służyły Wietnamczykom nie tylko jako schrony przed atakiem bombowym. Dzięki nim mogli przemieszczać się niepostrzeżenie po terenie zajętym przez wroga i zaatakować go, gdy ten niczego się nie spodziewał. Wietnamscy żołnierze byli bardzo zmobilizowani do walki. Mimo, że ich armia była słabiej wyposażona od amerykańskiej to mieli tą przewagę, że walczyli na swoim terenie, który dobrze znali i mogli przewidzieć, w które miejsce mogą uderzyć Amerykanie. W dżungli zastawiali pułapki i miny, które zabijały bądź ciężko raniły wroga. Kilkadziesiąt lat temu toczyła się tu walka o życie dziś jest to muzeum. Bardzo lubię odwiedzać tego typu miejsca, gdyż są one historyczne. I to nie jest odległa historia, ale współczesna. Tworzą ją ludzie chodzący tymi samymi ulicami co ja. Zupełnie jak w Kambodży.

Dzisiejszy wyjazd, to była zorganizowana wycieczka z biura, którą wykupiliśmy sobie dzień wcześniej. Do tej pory wszelkiego rodzaju atrakcje odwiedzaliśmy sami i raczej tak zostanie. Jadąc wypełnionym turystami autokarem, wraz z przewodnikiem, który podaje czas zbiórki i odjazdu czuję się osaczona. Miejsca były wyjątkowe, ale przelecieliśmy przez nie jak tornado. Zwłaszcza w świątyni. Był czas żeby popatrzeć, zrobić zdjęcie i z powrotem do autobusu trzeba się pakować. Ja lubię obejrzeć sobie wszystko na spokojnie, bez bieganiny. Zastanowić się chwilę a nie lecieć w pośpiechu, bo cała wycieczka już czeka i chce jechać na obiad. Więcej czasu spędziliśmy w autokarze niż na oglądaniu. Jednak są ludzie, którzy lubią podróżować w taki sposób, może boją się, że sami sobie nie poradzą. Ja jednak wolę przemieszczać się na własną rękę, nie zostawiać decyzji do podjęcia organizatorom, ale sobie:)

Pozdrawiam

rybka