Wśród ruin Angkoru

26 12 2009

Kolejny dzień spędziłam spacerując między kamiennymi świątyniami. W tym miejscu jest coś co mnie ujęło, coś co przyciąga jak magnes. Z przyjemnością rano wsiadam na rower i wracam zmęczona wieczorem po całodziennej wędrówce.  Niesamowite jest to, jak przyroda „pożera” to co pozostało po khmerskim imperium. Przebywanie w miejscu gdzie natura łączy się z historią jest przyjemne.

Dzisiaj było dość sporo turystów, ale  nie przeszkadzało mi to w fotografowaniu czy znalezieniu cichego zakątka. Wiele osób przelatuje przez świątynie, pośpiesznie robiąc kilka zdjęć i jedzie dalej, chcą zobaczyć jak najwięcej a mają tylko jeden dzień. Moim osobistym zdaniem, jeden dzień to zdecydowanie za mało, ale nie każdego interesuje odkrywanie głębi w starych, opuszczonych ruinach. Ludzie lubią mieć odhaczone pewne atrakcje na swojej liście. Zresztą nie każdy ma też tyle czasu. Mimo wszystko, to miejsce cieszy się ogromnym zainteresowaniem turystów. Z moich obserwacji wynika, że najwięcej jest chyba Chińczyków i Rosjan, ich nie da się nie zauważyć, zawsze trzymają się w dużych grupach.

Myślę, że nie ma co tu się dużo rozwodzić na ten temat tylko trzeba pokazać te miejsca, oto i one:

Więcej zdjęć zamieściłam w galerii foto, zapraszam serdecznie:)

Pozdrawiam

rybka



Do they know it’s Christmas

25 12 2009


Cały wczorajszy dzień spędziliśmy między ruinami miasta Angkor. Jest ono niesamowite. Każda świątynia ma swój niepowtarzalny klimat. Jest ich tyle, że jeden dzień nie wystarczy, żeby wejść do każdej. Dlatego też kupiliśmy sobie bilet na 3 dni. Żeby się nie spieszyć, zatrzymać się w każdym ciekawym miejscu. Jeździmy rowerem po wydeptanych ścieżkach, głęboko oddychając świeżym, leśnym powietrzem. Chodząc między kopcami tych starych kamieni, czuję się jak w baśniowym świecie, pełnym tajemnic i skarbów. I tu nie chodzi o jakieś kosztowności, ale o wyjątkowe momenty, chwile, które z czasem staną się miłymi wspomnieniami.

Niestety, wieczorem czar prysł. Dopadła mnie nostalgia i tęsknota za rodzinnymi świętami. Z choinką, barszczem i całym swoim urokiem… Na kolację zjadłam tradycyjną khmerską potrawę a w Bożonarodzeniowy poranek na śniadanie naleśnika z bananami. Święta tutaj w niczym nie przypominają naszych polskich. Uśmiechnięty mikołaj w restauracji czy kolorowa choinka w lokalnym centrum handlowym to nie to samo :(

Pozdrawiam

rybka