Happy New Year!

1 01 2010

Dziś Nowy Rok, 2010, kończy się już druga dekada w moim życiu. Wraz z nowym rokiem jest również nowy adres bloga:

azjatyckie.info

Poprzedni też działa, ale ten jest krótszy:)


Ostatnie miesiące roku zleciały mi bardzo szybko! Pewnie przez to, że dużo się dzieje u mnie. Jednak mam poczucie, że ten rok był udany, że nie pozwoliłam mu przeminąć bezczynnie, że coś zrobiłam sama, wzięłam sprawy w swoje ręce. Mam nadzieję, że ten 2010 będzie jeszcze lepszy, czego również życzę wszystkim czytelnikom:)

Sylwester tutaj (dopiero jutro opuszczamy Siem Reap) był bardziej udany niż święta. Na tzw. Pub Street, gdzie jest najwięcej knajp i włóczących się turystów, była impreza sylwestrowa. Na ulicę zostały wystawione głośniki, z których leciała muzyka, do tego sztuczne ognie, szampan i taniec w tłumie do białego rana. Dawno tak dobrze się nie bawiłam w Sylwestra. Spotkałam mnóstwo ludzi, tego wieczoru każdy rozmawiał z każdym, obcy ludzie składali sobie noworoczne życzenia, nie można było się nudzić, nawet będąc samemu. Niesamowita atmosfera panowała w tym miejscu:)


Zwiedziliśmy już cały kompleks miasta Angkor. Trzeciego dnia naszej wycieczki po świątyniach, wyruszyliśmy o 5:00 rano, żeby zobaczyć wschód słońca nad Angkor Wat. Nie był to wcale spektakularny widok, zachód jest o wiele ładniejszy! Ku mojemu zdziwieniu, na ten sam pomysł wpadło mnóstwo turystów. Stojąc pod Angkor Wat i czekając na pojawienie się słońca, czułam się jak w super markecie! Dookoła pełno ludzi, siedzących na każdym możliwym kamieniu z aparatem w ręce, wyglądali jak mrówki w mrowisku. Nie wiem, co oni tam tak namiętnie fotografowali, bo świątynia wcale nie była oświetlona wyjątkowo promieniami słońca. Na dodatek jest teraz konserwowana, przez co pokrywa ją rusztowanie, co nie wygląda ładnie na zdjęciach. Jednak – jak już wcześniej pisałam – ludzie idą do tych głównych atrakcji, nie wiedząc, że za rogiem można zobaczyć coś ciekawszego.


Natomiast klimat jaki panował o 5:00 nad ranem w miasteczku, jeszcze zanim się pojawiło słońce, był niesamowity. Przyzwyczaiłam się do wstawania o dość późnych porach i szarawy kolor wstającego poranka i świeże powietrze wywarły na mnie ogromne wrażenie. Człowiek od razu lepiej czuje się wstając razem z kurami:).

Wśród świątyń spędziliśmy cały dzień, spacerując, jeżdżąc rowerem, oglądając przyrodę. Do pokoju wróciliśmy dopiero wieczorem. Padłam na łóżko ze zmęczenia jak mucha i obudziłam się dopiero następnego dnia rano:) Jednak warto, było spędzić te trzy dni pośród kamiennych świątyń. Zobaczyć ich ogrom i potęgę, którą teraz pochłania natura. Wrażenia są niezapomniane. Z przyjemnością wróciłabym jeszcze raz w to miejsce, kiedyś. Tym czasem jutro ruszam dalej w Kambodżę, do stolicy – Phnom Penh.


Z noworocznymi pozdrowieniami

rybka



Happy New Year!

1 01 2010

Dziś Nowy Rok, 2010, kończy się już druga dekada w moim życiu. Wraz z nowym rokiem jest również nowy adres bloga:

azjatyckie.info

Poprzedni też działa, ale ten jest krótszy:)


Ostatnie miesiące roku zleciały mi bardzo szybko! Pewnie przez to, że dużo się dzieje u mnie. Jednak mam poczucie, że ten rok był udany, że nie pozwoliłam mu przeminąć bezczynnie, że coś zrobiłam sama, wzięłam sprawy w swoje ręce. Mam nadzieję, że ten 2010 będzie jeszcze lepszy, czego również życzę wszystkim czytelnikom:)

Sylwester tutaj (dopiero jutro opuszczamy Siem Reap) był bardziej udany niż święta. Na tzw. Pub Street, gdzie jest najwięcej knajp i włóczących się turystów, była impreza sylwestrowa. Na ulicę zostały wystawione głośniki, z których leciała muzyka, do tego sztuczne ognie, szampan i taniec w tłumie do białego rana. Dawno tak dobrze się nie bawiłam w Sylwestra. Spotkałam mnóstwo ludzi, tego wieczoru każdy rozmawiał z każdym, obcy ludzie składali sobie noworoczne życzenia, nie można było się nudzić, nawet będąc samemu. Niesamowita atmosfera panowała w tym miejscu:)


Zwiedziliśmy już cały kompleks miasta Angkor. Trzeciego dnia naszej wycieczki po świątyniach, wyruszyliśmy o 5:00 rano, żeby zobaczyć wschód słońca nad Angkor Wat. Nie był to wcale spektakularny widok, zachód jest o wiele ładniejszy! Ku mojemu zdziwieniu, na ten sam pomysł wpadło mnóstwo turystów. Stojąc pod Angkor Wat i czekając na pojawienie się słońca, czułam się jak w super markecie! Dookoła pełno ludzi, siedzących na każdym możliwym kamieniu z aparatem w ręce, wyglądali jak mrówki w mrowisku. Nie wiem, co oni tam tak namiętnie fotografowali, bo świątynia wcale nie była oświetlona wyjątkowo promieniami słońca. Na dodatek jest teraz konserwowana, przez co pokrywa ją rusztowanie, co nie wygląda ładnie na zdjęciach. Jednak – jak już wcześniej pisałam – ludzie idą do tych głównych atrakcji, nie wiedząc, że za rogiem można zobaczyć coś ciekawszego.


Natomiast klimat jaki panował o 5:00 nad ranem w miasteczku, jeszcze zanim się pojawiło słońce, był niesamowity. Przyzwyczaiłam się do wstawania o dość późnych porach i szarawy kolor wstającego poranka i świeże powietrze wywarły na mnie ogromne wrażenie. Człowiek od razu lepiej czuje się wstając razem z kurami:).

Wśród świątyń spędziliśmy cały dzień, spacerując, jeżdżąc rowerem, oglądając przyrodę. Do pokoju wróciliśmy dopiero wieczorem. Padłam na łóżko ze zmęczenia jak mucha i obudziłam się dopiero następnego dnia rano:) Jednak warto, było spędzić te trzy dni pośród kamiennych świątyń. Zobaczyć ich ogrom i potęgę, którą teraz pochłania natura. Wrażenia są niezapomniane. Z przyjemnością wróciłabym jeszcze raz w to miejsce, kiedyś. Tym czasem jutro ruszam dalej w Kambodżę, do stolicy – Phnom Penh.


Z noworocznymi pozdrowieniami

rybka



Dzień jak codzień

28 12 2009

Nie każdy dzień musi być wypełniony atrakcjami turystycznymi czy zwiedzaniem wszystkiego, co poleca przewodnik. Zostając dłużej w jednym miejscu, można pozwolić sobie na włóczenie się po mieście, czytanie dobrej książki, czy obserwowanie ludzi, ich zachowań i sposobu życia – nie tylko lokalnych, ale też turystów.

Kobiety tutaj, zarówno młodsze jak i starsze chodzą po ulicach i sklepach w piżamach. Jest to dla nich chyba zwyczajny strój wyjściowy i nie widzą w tym nic dziwnego:) Dobrze gotują i przyrządzają wszystko same. W restauracjach nie zatrudnia się żadnych wykwalifikowanych kucharzy. Natomiast na ulicach panuje jeden wielki nieład. Mnóstwo skuterów, rowerów i aut. Dozwolona jest jazda pod prąd, przejazd na czerwonym świetle a zasada pierszeństwa z prawej strony nie obowiązuje.

Kambodża jest krajem głównie rolniczym, większość ludzi prowadzi bardzo proste życie na wsi, uprawiając swoje pola. Jednak miejsca często odwiedzane przez turystów, tak jak  Siem Reap, zaczynają się rozwijać. Remontowane są drogi, powstają centra handlowe. Przypominają one nasze pierwsze galerie w Polsce (pamiętam jeszcze wrocławski Pedet i Marino). Można tu znaleźć walkmeny czy magnetofony kasetowe. U nas jest to już uznawane za przeżytek, a przecież pamiętam jak sama jeszcze parę lat temu słuchałam muzyki z kaset. Są miejsca, które przenoszą nas w czasie, do przeszłości…

Jednak to nie zmienia faktu, że spora część ludzi jest tu biedna. Śpią na ulicach, żebrzą czy zbierają plastikowe butelki. Kraj ten dopiero dźwiga się z upadku, do którego doprowadziła komunistyczna partia Czerwonych Khmerów. Do niedawna rządy w Kambodży sprawował krwawy i bezlitosny Pol Pot, który wymordował znaczną część swojego społeczeństwa (mówi się nawet o 20% ludności).

Chyba mogę czuć się szczęściarą, że trafiłam tutaj jeszcze w czasie, kiedy jest przyjemnie dla turystów, tanio, ale też są miejsca zupełnie dzikie, oderwane od cywilizacji. Coś czuję, że z czasem ludzi będzie napływać coraz więcej, będą wydawać coraz więcej pieniędzy, aż stanie się tłoczno i głośno, tak jak np. w Bangkoku czy Kucie na Bali.

Obecnie ceny są jeszcze niskie. Piwo w knajpie kosztuje $0,5 (tutaj obowiązują dwie waluty równocześnie, dolar amerykański i riel kambodżański, $1 = 4000r). Obiad zje się za $2, pokój z łazienką, internetem i rowerami kosztuje $7, spodnie $6 a japonki $3.

Inne ciekawe i tanie rzeczy, które można kupić w Kambodży  zamieściłam w ciekawostkach.

Pozdrawiam

rybka