Ko Tarutao

30 11 2009
Moje wyobrażenie dzikich wysp skonfrontował realny świat. Nie tak to sobie ją wyobrażałam, ale to co zastałam wcale mnie nie rozczarowało. Jednak spodziewałam się o wiele  mniej zabudowań i ludzi. Cała wyspa Ko Tarutao należy do parku narodowego, na której znajdują się tylko: toalety i prysznice, jeden sklepik, jedna restauracja, biuro z mini biblioteką, małe muzeum, wypożyczalnia rowerów, no i bungalowy (tych co prawda jest dość sporo, nie spodziewałam się aż tylu), ale wszystko należy do parku. Mieszczą sie one wszytskie przy porcie, gdzie przypływają łodzie. Reszta część wyspy jest kompletnie dzika a jest ona dość spora. Nie ma żadnych prywatnych inwestorów, warkotu aut, choć parę skuterów jeździ po wyspie (a nawet udało nam się usłyszeć koparkę!). Nie da się uciec od cywilizacji, zresztą nie mam nic przeciwko niej, bo życie w kompletnej dziczy może być trudne, trzeba martwić się o to żeby wogóe przeżyć a nie jak żyć. Natomiast mając zapewnione podstawowe minimum, potrzebne człowiekowi do przeżycia, można zastanowić się jak żyć i skupić się na tym co jest dla nas ważne i nam potrzebne. Nie oszukujmy się człowiek też jest wygodny, ale takie miejsce jest wystarczające żeby poczuć się wolnym, bliżej natury. My mieszkamy w namiocie przy samej plaży:) Spokój i szum morza a wieczorem mamy widok na zachód słońca. Wybraliśmy namiot z dwóch względów, przede wszystkim jest dużo taniej mieszkać w swoim namiocie (30BHT / noc) niż w bungalowie, który i tak jest bardzo prosty (min 500BHT / noc), tak dla porównania 100 batów tajskich to około 9 zł. W Hat Yai mieliśmy pokój za 200BHT. Nie ma tu konkurencji więc park może sobie narzucić dowolną cenę. Po za tym mieszkanie w namiocie na takiej wyspie bardziej oddaje jej klimat, w każdej chwili można go zwinąć i przenieść się w inne miejsce. Plaże tu są szeroke i piaszczyste. Nie ma raf, ale za to dno jest gładkie i bez problemu można wejść do wody. Są też skały na które można się wspiąć i podziwiać widok z góry. Wyspa przed wojną była więzieniem dla groźnych przestępców i morderców. Podczas II wojny światowej do wyspy nie dostarczano pożywienia. Odcięto ją od świata. Zarówno więźniowie jak i ich strażnicy zbuntowali się i zaczęli napadać na pływajace w pobliżu statki. Tak rozpoczęło się piractwo w tych rejonach. Teraz jest to jedna z niewielu wysp gdzie jest zakaz budowania, za to można swobodnie sobie po niej spacerować i zwiedzać jej zakątki. Oby ona nie skończyła jak większość, gdzie już inwestorzy budują nowe resorty i hotele, wycinając zapewne piękną roślinność, żeby mieć miejsce pod plac budowy. Przyroda jest tu piękna i powietrze pachnie też inaczej. Małpy biegają sobie swobodnie, trzeba na nie uważać, bo rzucają się na jedzenie. Mi porwały kanapki i ciastka ze śniadania! Przyczaiły się i nagle skoczyły na stół, porywając zdobycz, szczerze mówiąc to mnie wystarszyły!  Po niebie latają orły białogłowe a w trawach siedzą jaszczurki. Można odwiedzić dwa wodospady albo jaskinię krokodyli. Napewno nie będę się tu nudzić!

Pozdrawiam
rybka


Nature

17 10 2009

Na trawce

Żeby nie było tak strasznie, to jest tez trochę przyrody. W mieście jest park (a raczej przypomina to mini dżunglę) gdzie znajduje się motylarium, ogromny Bird Park, Planetarium, no i muzeum narodowe. Prócz tego można spotkać trochę zwierząt biegających tam sobie dość swobodnie po okolicy.

Monkeys na ulicy

Nam udało się! Jak widać na załączonych obrazkach! Przechodząc przez park natkneliśmy się chyba na warana, w każdym bądź razie był ogromny, w sklepach zoologicznych takich nie widziałam. Przebieg prawie że pod naszymi nogami i zwinnie wbiegł na drzewo. Był niezły!

Wielka jaszczura

Niestety nie obyło się bez pogryzień. Oczywiście on nie rzucił się na nas, ale jakieś małe świństwo biegające w trawie mnie użarło. Trzeba mieć oczy do okola glowy i patrzeć gdzie się siada. Na szczęscie nie ma komarów jak na razie. Za to karaluszki i szczury przemierzające miejskie ulice nie powinny nikogo dziwić (Ale gdzie ich nie ma, ja sama spotkalam kilka we wrocławiu). ;-) No i małpy, biegały sobie i szukaly jedzenia, niektórym jadły nawet z ręki. Bardzo sympatyczne stworzenia. Mam nadzieję, że w dalszej podróży jeszcze spotkam jakieś zwierzaki;)

Pozdrawiam

Rybka