Lepsza strona miasta

5 01 2010


Po kilku dniach spędzonych w bardziej ruchliwej części Phnom Penh, przenieśliśmy się w bardziej spokojne i ciche miejsce. W dzielnicę, która jest usytułowana nad jeziorem. Spora część domów i restauracji stoi na palach w wodzie. Panuje tu klimat zupełnie oderwany od miejskiego zgiełku. Tutaj kompletnie nie czuć, że jest się w ogromnym, zatłoczonym i głośnym mieście, jakim jest stolica Kambodży. Obszar ten nie jest duży, po drugiej stronie brzegu widać rozbudowujące się miasto. Kolejne hotele i bloki pochłaniają takie miejsca jak to. W przewodniku, ta część jest opisywana jako niebezpieczna i brudna. Rzeczywiście nie jest tu zbyt czysto, ale całe Phnom Penh jest takie (Siem Reap zostawia je dawno w tyle, jeśli chodzi o czystość, standard pokoi, klimat i internet). Po za tym brud razi tutaj tylko turystów, bo lokalnych napewno nie. Dla nich to jest normalne. Typowy rozgardiasz, na ulicy i podwórku. Co natomiast jest charakterystyczne dla tej części miasta to handlarze, głównie marihuaną, choć podejrzewam, że są w stanie załatwić tutaj wiele więcej. Są to kierowcy tuk tuków, sprzedawcy w sklepie, chyba każdy tu ma dostęp. Zaczepiają przechodniów na ulicy i pytają czy przypadkiem nie chce się kupić. Nie są jednak groźni, raczej momentami natrętni. Na ogół ludzie tu są przyjaźni, uśmiechają się, chcą porozmawiać z przyjezdnymi. To do czego się już przyzwyczaiłam i mnie nie dziwi a kogoś by mogło, to fakt, że mnóstwo młodych dziewczyn „obcuje” ze starszymi panami. W tej dzielnicy jest to widok wyjątkowo często spotykany. Wczoraj trafiliśmy do bardzo specyficznego pubu, „Cheap Charlie”. Prowadzi go stary, gruby, wąsaty Niemiec. Klientów nie było wielu, ale ci co byli to też starsi i niezbyt urodziwi panowie, popijający piwko. Cały tłum dookoła robiły dziewczyny na szpialkach, w sukienkach, które umilają klientom pobyt w tym pubie. Zarówno podadzą piwo, porozmawiają a gdy będzie taka potrzeba to i pójdą „na pięterko” z panem. Do tego wszystkiego dochodzi czerwony wystrój lokalu i muzyka, która jest puszczana na dużym ekranie wraz z teledyskami. Przeboje z lat 60, 70, 80 – tych, Queen, Elvis Presley, Smokie, Bobby Vinton. Stali bywalcy lokalu wiedzą czego chcą, dziewczyny też i nikt się tym faktem nie oburza. Nie raz widziałam jak dziewczyny same przychodzą wieczorami do knajp, ubrane skąpo, kręcąc się wokół panów. Niektóre są młodsze (na oko 14 – 16 lat), niektóre starsze. Jest to powszechnie akceptowalne.
Z resztą dziewczyny tutaj szybko dorastają i zostają matkami. Idąc ulicą można zauważyć wiele młodych par (młodszych ode mnie), chodzących z małymi dziećmi na ręku czy wózku. W Polsce 15 letnia dziewczyna w ciąży jest potępiana i oceniana przez społeczeństwo, bo nie skończyła szkoły, nie zrobiła kariery w wielkiej firmie i pewnie jest puszczalska. U nas czas, na dzieci przesuwa się aż do 30 roku życia, tutaj większość kobiet w tym wieku ma już dawno męża i dzieci. Takie podejście (ludzie wolą studiować kilka kierunków, robić karierę, korzystać z życia a nie zakładać rodzinę) przychodzi chyba wraz z rozwojem gospodarczym i cywilizacyjnym kraju, który dopiero powoli rozpoczyna się w Kambodży.

Zapraszam do zaktualizowanej i ulepszonej galerii foto.
Pozdrawiam
rybka