Ko Lipe

4 12 2009
Na Ko Tarutao spędziliśmy 6 nocy. Początek grudnia powitał nas jak na to miejsc dość zimowo. Przez dwa dni padał deszcz i nie było słońca. I tak było przyjemnie:) Dni tam lecą bardzo szybko. W ciągu dnia można czytać książki, spacerować, kąpać się w morzu… Jednak jak robi się ciemno, to mieszkając w namiocie ciężko jest się czymś zająć, zwłaszcza takim małym jak nasz. A że nie ma tu nic więcej po za restauracją czynną do godz. 21:00, w której jest prąd, to chodziliśmy spać bardzo wcześnie. Mimo iż w namiocie, to mieszkało mi się tam bardzo dobrze. Pięknie było widać pełnię księżyca w nocy i całą wyspę na tarasie widokowym, położonym wysoko na skale. Ale wystarczy już tej dziczy, ma ona swoje plusy i minusy! I tak wracając na ląd będziemy przepływać spowrotem obok Tarutao, możemy tam zawsze wrócić:) Teraz jesteśmy na kolejnej wyspie Ko Lipe. Ta jest już zupełnie skomercjalizowana i przystosowana pod turystów. Jednak jest tu przyjemnie. Mieszkamy w bambusowej chatce, blisko morza z ładną łazienką. Widoki też ładne, krystaliczna woda (na Tarutao jest dużo planktonu, przez co woda była mętna). Jest tylko jeden minus, jest drożej. Zwłaszcza noclegi, wybór jest spory, ale ośrodki są tu nowe (niedawno zaczęto tu budować) i ceny są dość wysokie. Większość ludzi  tu przyjeżdża na tydzień, dwa i są oni w stanie dać więcej za ładną chatkę przy plaży. Nie ma tu chyba za wiele podrużujących przez pół roku. Ale wyspa i tak mnie pozytywnie zaskoczyła, bo bałam się, że tu będą same luksusowe resorty. Jest za to większy wybór jedzenia, no i internet:)
Pozdrawiam
rybka