Zauroczenie od pierwszego wejrzenia…

22 12 2009

Ogrom, przestrzeń, potęga, piękno, tajemnica, są to nieliczne z wielu określeń jakie mi przychodzą do głowy na myśl o Angkor Wat, otaczających ją murów, kanałów i mniejszych świątyń. Czytałam wiele negatywnych komentarzy na temat archeologicznego miasta Angkor, że jest przereklamowane, pełne turystów i lokalnych sprzedawców. Jechałam tam na zachód słońca, nastawiona trochę sceptycznie. Rozczarowałam się już paroma miejscami i bałam się, że tym razem będzie tak samo. Ku mojemu zdziwieniu myliłam się! Jak tylko zobaczyłam ogromną fosę i mur otaczający  te kamienne świątynie wiedziałam, że mi się tu spodoba. O zachodzie słońca panował tu niesamowity klimat tajemniczości. Nie ma co się dziwić, że zjeżdżają tu tłumy turystów, widok zapiera dech w piersiach. Zresztą większość z nich i tak odwiedza główną i największą świątynie Angkor Wat i wraca tuk tukiem (trójkołową taksówką) do miasta. Nie oglądając wielu imponujących miejsc.

Cały kompleks miasta Angkor jest jest znacznie większy niż teren jego głównej świątyni i usytuowany w różnych miejscach na ogromnej powierzchni. W czasach swojej świetności, było to największe miasto na świecie, gdzie mogło mieszkać 750 tys. mieszkańców. Jest to niesamowite, jak potężne było Imperium Khmerów, które teraz stoi zniszczone i porośnięte drzewami. O ich potędze świadczą nie tylko rozmiary i piękno świątyń, ale także potężne kanały, kamienne mosty i mury otaczające miasto. Co do historii dlaczego przestało być potęgą jest wiele spekulacji. Możliwe, że mieszkańcy opuścili miasto i przenieśli stolicę do Phnom Penh, po ataku Tajów. Inna teoria głosi, że nie byli już wstanie zapanować nad kanałami, które ciągle rozbudowywali aż wymknęły się im spod kontroli. Każdy archeolog może interpretować swoją własną wersję wydarzeń. To czego nie da się podważyć to fakt jak niesamowicie musiała być rozwinięta ta społeczność. Patrząc na dzisiejszą biedną i stawiającą dopiero pierwsze kroki w kapitaliźmie Kambodżę, aż trudno uwierzyć, że przodkowie tych ludzi byli tak potężni.

Mimo wszystko Kambodża i tak jest bardzo przyjemnym miejscem. Nie jest tu (Siem Reap) jeszcze tak bardzo tłoczno i turystycznie. Płaci się w dolarach, ceny są niskie. Bardzo szybko można przenieść się z cywilizacji w przyrodę i dzicz. Drogę prowadzącą do Angkor otacza ogromny las, gdzie powietrze jest świeże i czyste. Jedzie się przyjemnie rowerem równą, oświetloną w nocy drogą. Nie trzeba wcale wynajmować tuk tuka. Z przyjemnością spędzę tu święta a nawet Sylwestra. Ani trochę nie żałuję, że wyjechałam z Bangkoku:)

Dzisiaj byłam w Angkor zaledwie przez chwilę, wieczorem, żeby poczuć klimat miejsca. Zamierzam w najbliższych dniach spędzić tam więcej czasu. Zobaczyć najbardziej oddalone zakątki, zgubić się między kamiennymi posągami, przejść ścieżkami, którymi kiedyś kroczyli mieszkańcy tego imperium. Jest to miejsce, w którym czuć historię a ja lubię spędzać czas w takich miejscach. Są wyjątkowe, mają swój specyficzny urok…

Pozdrawiam

rybka