Siam City Park

19 12 2009

Na obrzeżach Bangkoku, znajduje się jeden z większych parków rozrywki w tej części Azji. Znajduje się tam wesołe miasteczko i park wodny. Idealne miejsce, na spędzenie tam jednego z jakże upalnych dni w Bangkoku:) Niestety dojazd do samego parku, oddalonego zaledwie 2o km od centrum miasta, zajmuje 2h. Tak bardzo stolica jest zatłoczona i zakorkowana. Traci się tu mnóstwo czasu na dojazdy. Ludzie chodzący ulicami  w maseczkach na twarzy raczej nie boją się A/h1n1, lecz nie chcą wdychać tych wszystkich spalin unoszących się w powietrzu. Jadąc miejskim autobusem z otwartymi oknami, czy idąc chodnikiem czuć je bardzo!

W samym parku czas spędziliśmy bardzo miło. Można schłodzić się w ogromnym basenie (imitującym morze), ze sztucznymi falami i poopalać na sztucznej plaży między palmami a później wybrać się na którąś z atrakcji w wesołym miasteczku. Jednak w tym parku panuje dość specyficzny klimat. Nie spotykany w innych. Jest ono ogromne, ale puste! Ludzie wcale go tak chętnie nie odwiedzają. Chociaż wydawałoby się, że  w takim miejscu powinno się słyszeć krzyki i śmiech bawiących się dzieci. W miasteczku panuje cisza i spokój. Co się za tym kryje? Może fakt, że to był czwartek i rodziny dopiero zjadą się tu na weekend, gdy mają wolne. Pewnie też, ale miasteczko raczej opustoszało przez wypadki, które miały miejsce w 2o08r. Jedna ze zjeżdżalni wodnych zawaliła się w wyniku czego 28 dzieci zostało rannych, w tym kilkoro bardzo ciężko. Zginęła również tu 35 letnia kobieta podczas przejażdżki na jednym z roller costerów. Teraz te atrakcje są zamknięte. Jednak samo miasteczko przypomina bardziej park widmo niż park rozrywki. Jest tam więcej pracowników niż odwiedzających. W wielu miejscach widać już ślad nieubłaganie płynącego czasu. Zamykane o 18:00. To miejsce dostarczyło mi wielu ciekawych wrażeń, których akurat tutaj się nie spodziewałam. Ne oczekiwałam, że znajdę tu pustkę i ciszę zamiast hałasu, przebierańców, waty cukrowej, dmuchanych zamków i biegających od jednej karuzeli do drugiej dzieci. Powszechnie kojarzonej z takimi miejscami zabawy. Parki rozrywki przecież powstają po to żeby przyciągać tłumy zarówno dzieci jak i dorosłych. Nie uważam, żeby takie miejsca były rozrywką tylko dla dzieci, ja bardzo lubię wesołe miasteczka. Są one miejscem, w którym przenoszę się w inny świat, świat zabawy i dzieciństwa, który już bezpowrotnie przeminął…

W Bangkoku chcieliśmy zostać aż do Nowego Roku i w styczniu pojechać do Kambodży. Jednak postanowiliśmy, że zrobimy to wcześniej. Wyruszamy jutro rano do Siem Reap, gdzie czekają na nas świątynie Angkor:) Szczerze mówiąc to jestem trochę rozczarowana Bangkokiem. Szczerze mówiąc to nie jest zbyt urodziwe. Zanim się gdzieś dotrze ma się swoje wyobrażenie danego miejsca, może słyszało się czyjeś opinie, czytało relacje. Później w głowie tworzy się obraz tego miejsca i weryfikuje w rzeczywistości. Mój po takiej weryfikacji wygląda zupełnie inaczej. Szumu aut i spalin przez 10 dni wystarczy. Co nie znaczy, że pobyt tu mi się nie podobał. Bardzo mi się podobało, ale nie ma co za długo siedzieć w jednym miejscu, zwłaszcza mieście, bo się można szybko znudzić.

Pozdrawiam

Rybka



Świątynia Wat Po

15 12 2009

Bangkok jest pełen świątyń. Wielkie, kolorowe, pełne pozłacanych ornamentów i ogrodów budowane są ku czci Buddy. My odwiedziliśmy, Wat Po. Jest ona jedną z większych i najstarszych  w mieście. Znajduje się tu mnóstwo figurek i przedstawiających Buddę. Jednak najbardziej wzniosłą i imponującą jest Budda leżący. Ogromny, pozłacany, wysoki na 15m i szeroki na 46m posąg Buddy, w pozycji leżącej, podpierającego się na  ręce. Do świątyń wchodzi się na boso i z zakrytymi ramionami i nogami. Przychodząc ubranym w krótkie rzeczy, trzeba owinąć się chustami wypożyczanymi przed wejściem, aby móc godnie oglądać i czcić boga.

Pozdrawiam

Rybka



Chatuchak

14 12 2009

Chatuchak, jest to największe weekendowe targowisko w Tajlandii. Byłam bardzo ciekawa jak ono wygląda i co można tam dostać, a że bardzo lubię włóczyć się po takich miejscach pojechałam tam z przyjemnością. Tym razem kupiliśmy sobie mapę i dojechaliśmy bezpośrednio od nas na targ. Ostatnio jadąc na Patpong, chcieliśmy sami rozgryźć komunikację miejską w Bangkoku i jeździliśmy na czuja. To nie jest dobry pomysł,więcej się nachodziliśmy i namęczyliśmy niż to warte. Bangkok jest zbyt wielki i ma zbyt wiele linii autobusowych, żeby poruszać się po nim bez mapy. Tuk tuki nie są tu drogie, korzystają z nich nie tylko turyści, również miejscowi, ale autobus wychodzi jeszcze mniej, bilet kosztuje około 70gr, za taką cenę to można cały dzień jeździć. Wracając do targowiska, dotarliśmy bez problemu;) Zaraz przy placu znajduje się bardo przyjemny park, w którym można odsapnąć od upału w cieniu palm. Samo targowisko przypomina mi nasz świebodzki (zresztą, na który uwielbiałam chodzić z Anią i wyszukiwać różne oryginalne rzeczy). Tutaj na tym również można kupić wszystko. Żywność, ubrania, ręcznie malowane buty, książki, antyki, biżuterię, obrazy i zwierzęta. Ponoć sprzedają tu tygrysy, węże i i inne dzikie zwierzęta. Nam udało się dotrzeć tylko na stragan z psami, chomikami i kotami a najdzikszymi, które widziałam były jeże! Tygrysów nie widzieliśmy. Po takim włóczeniu się w upale z przyjemnością odpoczywaliśmy w pobliskim parku, pijąc sok ze świeżo wyciśniętych owoców. Są one tu tanie, orzeźwiające i smaczne.

W ostatnich dniach w Bangkoku przy pomniku demokracji odbywają się uroczystości z okazji 82 urodzin króla. Jest on zarówno najdłużej panującym monarchą na świecie ( od 1950 roku),  jak i najbogatszym, prześcignął nawet szejków naftowych z Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jego majątek szacuje się na 30 mld $. Co nie przeszkadza społeczeństwu wielbić i szanować swojego władcę. Na każdym kroku, można spotkać jego obrazy i pomniki. W Tajlandii cieszy się niemalże tak wielkim uwielbieniem, jak nasz papież Polak w Europie.  I rzeczywiście, stojąc między oddanymi swojemu królowi i wzruszonymi (monarcha przebywa obecnie w szpitalu) ludźmi stanął mi przed oczami obraz papieża, pieśni i filmów emitowanych o nim. Jest to dla mnie zastanawiające, czy nieodpartą potrzebą człowieka jest kult jednostki?? Obraza króla jest traktowana jako jedno z cięższych przestępstw w kraju,  za które grozi od kilku do kilkunastu lat więzienia. Przy pomniku  można obejrzeć „wzruszający” materiał o królu, czy poczytać o jego życiu i osiągnięciach. Na ulicach tańczą i śpiewają dzieci w tradycyjnych strojach a wieczorem na niebie można zobaczyć widowiskowe fajerwerki (Jak to w trzecim świecie, momentami myślałam, że jakaś petarda wystrzeli w kogoś, sztuczne ognie są umieszczone na tym samym placu, gdzie gromadzą się ludzie, prawie między nimi, trzeba się daleko odsunąć żeby nie dostać odłamkiem. Podejrzewam, że nikt by się tu specjalnie nie przejął tym, że ktoś został ranny od wybuchających fajerwerków). Mimo wszystko przypomniał mi się klimat Sylwestra, tylko, że na ogół oglądając sztuczne ognie mam na sobie grubą zimową kurtkę i kozaki a nie krótkie spodenki i T – Shirt:)

Pozdrawiam

rybka



Patpong – night market

11 12 2009

Czym się charakteryzuje ta część Bangkoku? Otóż jest to chyba najbardziej znane sex turystyczne miejsce w stolicy. Między straganami z zegarkami, bransoletkami i koszulkami przechadzają się młode prostytutki, z których usług korzystają turyści, zarówno młodsi jak i ci starsi (to jest akurat turystyczne miejsce, ale Tajowie na codzień też korzystają z ich usług). Na każdym kroku dostajesz ofertę pussy show, wybór jest ogromny, pussy banana show, ping pong show, finger in i jeszcze wiele innych. Muszą się cieszyć dużym powodzeniem, bo jest ich naprawdę mnóstwo, nie można kroku zrobić, żeby ktoś nie proponował takowego przedstawienia. Momentami są za bardzo nachalni! Jak nie skorzystałam z oferty poprzednika, tak to z kolejnego na pewno skorzystam! W każdym klubie tańczą młode, często pewnie niepełnoletnie pół nagie tajskie dziewczyny (raczej nie profesjonalne tancerki z zawodu, niektóre się ruszają całkiem nieźle, inne po prostu stoją przy rurze, ważne by było dużo i goło). Momentami dziewczyn było więcej na tych rurach niż samych zainteresowanych nimi. Nie można zaprzeczyć, tajskie dziewczyny są bardzo atrakcyjne, zwłaszcza dla Europejczyków, czego nie można powiedzieć o mężczyznach. Kobiety są szczupłe drobne, mają czarne długie włosy, duże usta (wiadomo przebywając wśród takiej urody dłużej można już rozpoznawać, kto jest ładniejszy a kto nie, ale pierwsze wrażenie robią niezłe), jeszcze jak się dobrze ubiorą i umalują. Natomiast Tajowie, cóż  mali, często z wąsem i brzuszkiem, nie przykuwają już tak uwagi. Jednak co jest bardzo zauważalne wielu młodych chłopaków jest bardzo zniewieściałych. Dzisiaj w parku widzieliśmy grupkę chyba tancerzy, która w dziwny sposób się ruszała i gestykulowała, wyginali się jeszcze bardziej niż dziewczyny w amerykańskich teledyskach, wyglądało to bardzo nienaturalnie i niemęsko(udało mi się zrobić zdjęcie) .Tutaj im się chyba wydaje, że to jest fajne. Młodzi są bardzo metro seksualni, często w obcisłych spodniach i koszulkach z damską fryzurą i torbą na ramieniu. Może przez to są atrakcyjnymi ladyboyami?;) Z resztą nie tylko kobiety sprzedają swoje usługi, ci chłopcy też je oferują. Sama dzisiaj widziałam jak starszy (na oko koło 65 – 70 lat) pan, otyły, niezbyt atrakcyjny szedł za rękę z takim chłopakiem (i to nie był dziadek z wnuczkiem!), cóż młode dziewczyny już go widocznie nie kręcą a chce mieć jakąś przyjemność z życia;) Z resztą nikogo tutaj nie powinny dziwić takie widoki czy też „zakochane pary na jedną noc” – młoda Tajka, starszy Europejczyk. Ci ludzie po to tu przyjeżdżają. U siebie w kraju mają pewnie rodziny, dobrą pracę a tu „korzystają z życia”. Tu mogą spełniać swoje fantazje. Młodzi też są, może chcą spróbować egzotyki? Nie wiem, każdy kieruje się jakimiś swoimi pobudkami. Społeczeństwo tutaj jest o wiele bardziej tolerancyjne pod tym względem, jest to dla nich normalne, że w taki sposób się zarabia, jak już wcześniej wspominałam, sami korzystają z takich usług. A turyści przyjeżdżają wydawać na to swoje pieniądze. Z tego co wiem są też bardziej „wyrozumiali” dla gejów i lesbijek. Jest ich tu mnóstwo, z różnych krajów, nie kryją się z tym tak jak u nas. W Polsce czy w innym kraju nie są tolerowani a tu czują się chyba jak ryby w wodzie:) Nocny targ, jest głośny, tłoczny, kolorowy i pełen „seks atrakcji”. W powietrzu czuć, że chodzi tylko o jedno…Seks i kurtyzany od zawsze towarzyszyły człowiekowi. I raczej to się w najbliższej przyszłości nie zmieni.

Pozdrawiam:)

rybka



One night in Bangkok..

10 12 2009

Opuściliśmy już piękne wyspy (to było zachodnie wybrzeże, ale w drodze powrotnej możemy jeszcze zobaczyć wschodnie, tam również jest mnóstwo pięknych wysp jak np. Ko Pha Nang, gdzie organizowane są co miesiąc Full Moon Party). Przypłynęliśmy z powrotem na ląd do Hat Yai a stamtąd mieliśmy tego samego dnia pociąg nocny do Bangkoku. Podróż trwała ponad 15h, dłużej niż nasz lot do Azji. Jednak klimat w pociągu był bardzo przyjemny. Mieliśmy kuszetki, więc całą noc spaliśmy:) Ostatnim razem taki nocleg w pociągu miałam jakieś 10 lat temu, gdy jechałam z klasą na wycieczkę do Świnoujścia:) W Bangkoku chyba zostaniemy aż do Sylwestra. Zależy czy nam się spodoba miasto. Stolica jest ogromna i ruchliwa, mieszka tu 6 mln ludzi. Ulice pełne samochodów i tuk tuków, które jeżdżą jako taksówki. Jest tu wiele miejsc do zobaczenia, zarówno świątynie, pałac królewski, parki, muza, ale również zoo i dzielnice sex turystyczne jak Pat Pong, na których można skorzystać z różnego rodzaju usług…;) czy zobaczyć ping pong albo banana show:) Pierwszą noc w stolicy mamy już za sobą.  Nie działo się nic wyjątkowego. Wzięliśmy tylko jeden nocleg, żeby zrzucić bagaże i poszukać odpowiedniego pokoju na dłużej. I udało się. Znaleźliśmy taki, przy mniej zatłoczonej ulicy niż Khao San Road – chyba najbardziej popularna ulica w Tajlandii w dzielnicy backpackerskiej. Znajdzie się tu wszystko od restauracji, hosteli, dyskotek, straganów z ubraniami, pamiątkami po podrabiane wszelkiego rodzaju dokumenty. Można sobie kupić międzynarodowe prawo jazdy, legitymację studencką, zaświadczenie, że jest się międzynarodowym nauczycielem angielskiego, czy legitymację prasową:) Dla znudzonych tradycyjną kuchnią są serwowane pieczone na grillu skorpiony, karaluchy, szarańcza i glizdy. Widok pieczonych robali jest chyba jeszcze gorszy niż zobaczenie ich żywych. Widziałam, że parę osób się skusiło na taką specjalność, ja jednak wolę pozostać przy kurczakach i świnkach! (Może uda mi się zrobić zdjęcie, chociaż na niektórych straganach jest zakaz fotografowania!) Mamy niedrogi pokój (200BHT / noc czyli ok. 18zł) z internetem i balkonem:) Można się tu zadomowić na dłużej. Niestety nie czuć tutaj tak klimatu świąt jak w Polsce. Nie ma tylu światełek, choinek i bałwanków, za to jest mnóstw innych rzeczy egzotycznych. Zawsze chciałam raz spędzić święta w ciepłym kraju, żeby poczuć inny klimat, ale za tym polskim też tęsknię.

Zdjęć jeszcze nie mam z Bangkoku, ale pewnie dzisiaj wieczorem jakieś zrobimy to wrzucę:) Za to w galerii są zaktualizowane zdjęcia z wysp:)

Pozdrawiam

rybka