To już jest koniec…

21 03 2010

Melaka przywitała nas w iście azjatyckim stylu, pluskwami w pokoju. Jeszcze na koniec poczuliśmy prawdziwy klimat podróży;)

Miasto jest położona nad morzem, ale wybrzeże jest mało atrakcyjne, bez plaży. Bardzo przypomina George Town. Po za muzeum narzędzi tortur i drewnianym, portugalskim statkiem przycumowanym do brzegu to tu nie ma nic wyjątkowego. Jednak jest to ostatnie miejsce, które odwiedziliśmy przed naszym wylotem do Europy.

Pamiętam jak pakowałam się przed wyjazdem i jak szkoda było mi opuszczać znane miejsca a jednocześnie ciągnęło mnie w nowe strony. Tym razem jest podobnie. Z chęcią wrócę do Polski, ale ostatnie 5 miesięcy żyłam w tym rejonie i zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Czas biegnie do przodu nieubłaganie. Jednak wszystkie wrażenia i przemyślenia zabieram ze sobą, będą w mojej głowie już na zawsze…

Pozdrawiam

rybka



Mamy wizę, jedziemy do Tajlandii:)

25 11 2009

23 listopada byliśmy w konsulacie tajskim w Penang, dostaliśmy wizę turystyczną na 60 dni. Jutro już ruszamy do Tajlandii. Naszym celem są wyspy Tarutao National Park. Jeszcze dokładnie nie wiemy którą wybierzemy. Ko Tarutao, Ko Adang czy może jeszcze inną.Czas na podjęcie decyzji i zaopatrzenie się w prowiant będziemy jeszcze mieli w Hat Yai (postój na jedną noc w drodze z Penang). Wyspy słyną z tego, że są dzikie i nieskażone komercją i turystyką. Warunki mieszkalne są spartańskie, ale za to są piękne, dzikie plaże, wodospady, jaskinie, egzotyczna roślinność i zwierzęta. Jak tam będzie naprawdę to się okaże gdy dotrę, nie wiem jak z internetem. Prawdopodobnie nie będzie, więc przez jakiś czas może nic się nie dziać na blogu, co nie znaczy, że u mnie nic się nie dzieje:)

Wyprawa do konsulatu nie była trudna, wizy przyznają na miejscu. Trzeba złożyć paszport z wypełnionym wnioskiem, kserokopią głównej strony i dwoma zdjęciami. Dokument jest do odbioru popołudniu tego samego dnia. A co do zdjęć to nasze były zrobione we Wrocławiu przez nas i odpowiednio wyedytowane  w Gimpie! Nikt nie zauważył różnicy między tymi a zdjęciami od fotografa. W oczekiwaniu na nasze wizy odwiedziliśmy również Batu Ferringhi, najpiękniejsze wybrzeże wyspy Penang. Za nim dotarliśmy na główną plażę szliśmy wzdłuż wybrzeża w mieście. Ścieki wpadające do morza, biegające w nich robaki i szczury to nie jest zachwycający widok plaży.  Ja osobiście byłam zszokowana, że nikt o to nie dba. W pobliżu stoją luksusowe hotele, z których powinien być widok na piękne wybrzeże a tym czasem przypomina to bagno. Główna plaża jest już o wiele ładniejsza i przyjemniejsza, ale też nie jest jakaś wyjątkowa. Cóż, Penang nie słynie z pięknych plaż jak np Gili, ale warto też zobaczyć takie miejsca. Przecież świat też  tak wygląda. W drodze powrotnej zwiedziliśmy jeszcze buddyjską świątynię.  Z ogromnymi pozłacanymi posągami bóstw. Wchodzisię do niej boso. Kolorowa i bardzo ładna.

Po drodze spotkaliśmy całkiem sporą jaszczurkę:)

Pozdrawiam

rybka



George Town

22 11 2009

W tej chwili na Penang jest koniec pory deszczowej, jest ciepło, ale słońce chowa się za chmurami. Od czasu do czasu w ciągu dnia pada deszcz.  Jak już wcześniej wspominałam w George Town nie ma tu specjalnych atrakcji, jest to mało turystyczne miejsce. Za to idealne na złapanie oddechu po bieganinie w bardziej zatłoczonych miejscach. W ciągu dwóch dni da się obejść i poznać okolicę. Kolonialne zabytki, port, Litlle India i Chinatown. Są to najbardziej „żywe” dzielnice w mieście chociaż w niedzielę i tak wszystko jest zamknięte a ulice pustoszeją. Cisza i spokój.

A o to kilka fotek z George Town:


To miasto nie jest wyjątkiem, które uchowało się przed brudem i zniszczeniem trzeciego świata. Zabytki kolonialne pięknie się prezentują, ale większość ulic jest zwyczajna i wygląda tak:

A niektóre nawet tak:

Nie trzeba jednak daleko szukać, żeby podobne zjawisko dostrzec u nas. Ileż pięknych kamienic stoi zniszczonych przez czas i zaniedbanych we Wrocławiu, którymi nie chce się  nikt zająć.

Pozdrawiam

Rybka



Penang

21 11 2009

W przeciągu 4 h przenieśliśmy się z Chin  z powrotem do Malezji, jednak już nie po raz kolejny do Kuala Lumpur, ale na wyspę Penang, położoną zaraz przy granicy z Tajlandią. Jest to idealne miejsce na wyprawę dla „backpackersów”. Tanie noclegi, mnóstwo małych sklepików i straganów, łatwy dostęp do internetu i dobre jedzenie. Ja na przykład nie przepadam za owocami morza a tutaj są bardzo popularne. Jednak jest mnóstwo innych smacznych, lokalnych specjałów. Jak np.  ”ayam satay” – smażone na kijkach kawałki mięsa z kurczaka podawane z różnymi sosami.  Najlepiej smakują kupione prosto z ulicy, gdzie miejscowi rozkładają się z mini kuchniami na wózkach i przygotowują wszystkie swoje specjały.  Wygląda to mniej więcej tak: Bardzo dobre są również soki ze świeżo wyciśniętych owoców a kosztują zaledwie 2zł. W George Town (miasto, w którym mieszkamy) panuje typowo kolonialny klimat. Niestety jest ono trochę zaniedbane, ale można dostrzec w nim piękno XVIII wiecznych budowli. Mimo, iż położone nad morzem to nie jest to typowe plażowe miasto. Bardziej słynie ze swoich zabytków. Z resztą w lipcu 2008 zostało ono zakwalifikowane do kulturalnego dziedzictwa UNESCO. Jest to specyficzne miejsce, już nie tak komercyjne i turystyczne jak Kuta. Ludzie tutaj żyją swoim własnym życiem, nie podporządkowanym pod zachodnio – europejskich turystów. Dlatego Penang pewnie nie wszystkim przypadłoby do gustu. To dopiero początek mojego pobytu tutaj, ale mi bardzo taki klimat odpowiada.

Pozdrawiam

Rybka



Moje ulubione;)

18 10 2009

Islam

Nie da się ukryć Malezja to kraj gdzie główną religią jest Islam. Tak jak jestem ubrana to dla nich jest nie do pomyślenia! Jeśli chciałabym zwiedzić meczet to obowiązkowo długie spodnie, chusta i na boso. I to nie tam gdzie mężczyźni, kobiety mają specjalnie wydzielone miejsca w meczetach. Ja  tą rozrywkę jednak sobie odpuściłam. Z tak różnych wyznań i kultur jakie tu są Islam najmniej do mnie przemawia.

Pozdrawiam

rybka