Hong Kong

19 11 2009

Do Hong Kongu przypłynęliśmy promem z Macao, rejs trwał tylko 1h, ale i tak moja choroba morska dała się we znaki. Krupierką na statku to ja bym nie mogła być:) Miasto spodobało mi się od razu, nawet jeszcze bardziej niż Macao! Mimo, iż jest ogromne, to czułam się tutaj bardzo dobrze. Może dlatego, że przez długi czas Hong Kong był pod brytyjskim wpływem, przez co jest tu speceyficzny klimat, trochę przypominający Londyn. Ale też trochę Nowy York (nigdy nie byłam, ale tak sobie właśnie wyobrażam). Chyba dlatego, że miasto to jest jednym z największych centrów biznesu. Budynki są ogromne i ładne. Świecące, nowoczesne drapacze chmur. Może my niedługo będziemy mieli namiastkę tego, jak wybudują SkyTower we Wrocławiu;) Ludzie ubierają się bardzo dobrze, ale ich mentalność jest zupełnym przeciwieństwem wyluzowanych Indonezyjczyków. Tutaj ludzie stoją w kolejce (jeden za drugim tak jak w sklepie do kasy) na przstynkach i gdy czekają na windę. Nie kumulują się w jednym miejscu i pchają tylko kulturalnie każdy czeka na swoją kolej. Zresztą za każde nieprzestrzeganie zasad jest kara pieniężna lub więzienia. Za plucie, śmiecenie, wpychanie się do kolejki… Ostrzegają przed tym na każdym kroku. Ale może właśnie dzięki temu panuje tutaj większy ład i porządek, mimo, że miasto jest ogromne i położone  na wyspach. Jednym z tutejszych środków transportu jest prom, który pływa między dystryktami miasta. Nie ma tu takiego zderzenia dwóch światów, jak w K.L, o którym  wcześniej pisałam. Robi wrażenie,  zwłaszcza wieczorem gdy całe miasto jest oświetlone milionem kolorowych światełek (niestety nieopatrznie skasowałam część zdjęć, akurat tych najfajniejszych, ale podzielę się tym co zostało:)), no i Europejczyków jest znacznie więcej. Udało nam się znaleźć nocleg w centrum, jednak w Hong Kongu, każdy metr jest na wagę złota. Nasz pokój ma ok 4m kwadratowych:) W sam raz na łóżko i mini łazienkę! Cóż człowiekowi więcej potrzeba?? Ważne, że jest czysty i  ciepły! W Macao to dopiero wymarzliśmy!

Znowu trafiliśmy na dzień muzeów, udało mi się zwiedzić Museum of Art (w którym dowiedziałam się, że rybka jest symbolem dostatku i bogactwa) i Museum of Space (gdzie spróbowałam spaceru księżycowego w 1/6 grawitacji, dziwny stan, lekkiego zawieszenia nad ziemią). Jest też tu sporo zieleni, w centrum jest ogród botaniczny, w którm można zobaczyć nie tylko ciekawe rośliny, ale też różnego rodzaju zwierzęta i ptaki. Jednak największą atrakcją (niestety już bardzo skomercjalizowaną) jest wjazd kolejką (Peak Tram) na wzgórze Wiktorii (552m n. p. m). Kolejka (taka jak na Gubałówce, na linie) przenosi nas w kilkanaście minut z centrum na piękną górę, z której widać całą panoramę miasta! Jak już wspomniałam, jest to główna atrakca turystyczna, więc nikogo nie powinno dziwić, że u góru zastaliśmy mnóstwo butików, restauracji i i straganów z pamiątkami. Jednak wystarczy się trochę oddalić i można znaleźć ciche i spokojne miejsce wśród drzew z widokiem na całe miasto. Klimat jest niesamowity, w pewnym momencie poczułam się jak na krańcu świata, stoje na górze, za mną jest tętniące żytciem miasto, nade mną zachodzące słońce a  przede mną morze, za mgłą widać jeszcze wysepki kończącego się miasta a w oddali tylko Ocean i nic więcej… Pięknie…

Niestety czas się pożegnać z Chinami, może już na zawsze a może jeszcze kiedyś tu wrócę jak będzie cieplej…

Pozdrawiam

rybka



Ah, ten hazard….

17 11 2009

W związku z zawodem krupiera, który wykonywałam przed wyjazdem, postanowiłam zrobić osobny wpis o kasynach w Macao. Głównie po to tu przyjechałam, żeby zobaczyć, światowj klasy świątynie hazardu. Są ogromne, kolorowe, kilku poziomowe. Jedne zrobione w nowoczesnym stylu, inne klasyczne. Przy każdym hotelu jest kasyno. Jest ich tak dużo, że kursuja między nimi darmowe autobusy. Nie bez powodu Macao jest nazywane Las Vegas wschodu! Z resztą to są firmy popularne z Las Vegas, jednak tutaj hazard przynosi dużo większe zyski niż w USA. I to widać, bo siedzi w nich mnóstwo ludzi,o każdej porze, ranon i wieczorem. I na automatach i na stołach. Ulubioną grą tutaj jest Baccarat (który u nas jakoś nie specjalnie cieszył się zainteresowniem graczy) i kości! Stołów i automatów do tych gier jest najwięcej. Prócz pokera, ruletki i black jacka, można jeszcze zagrać w wojnę (Tak! Każdy dostaje po jednej karcie i wygrywa ten, który ma największą!) i dziwną grę, (której nazwym nie pamiętam), ale chodzi o oszacowanie guziczków. Krupier ma przed sobą stos białych guzików, oddziela z niego jedną kupkę, póżniej układa je specjalnym kijkiem po cztery w rzędzie, zadaniem gracza jest oszacować i obstawić ile zostanie guzików na koniec 3, 2 czy 1. Totalnie absurdalne, ale Chińczycy najwyraźniej lubią proste gierki. Mnie najbardziej jednak interesuje ruletka i Bj! Każde kasyno ma swój specyficzny klimat i wystrój. Najczęściej są kilku poziomowe, dwu, trzy. Prócz różnego rodzaju, kolorowych automatów i gier na żywo, są ekskluzywne restauracje i bary, w których odbywa się przeważnie taneczne show. Co ciekawe, w chińskich kasynach tańczą europejkie tancerki i tancerze. Jednak najbardziej zagorzali gracze nie zwracają na to uwagi. Tak jak wszędzie, są ludzie już całkowicie pochłonięci hazardem i są tacy, którzy to traktują jako zabawę. Jednak przegrywają tu ogromne pieniądze, często w ciągu jednego wieczoru zostawiają wartość niejednego wrocławskiego mieszkania. Najmniejsze minimalne obstawienie na stole jakie widziałam to 25HKD (Hong Kong’s dollar) czyli jakieś 10zł. W związku z zakazem fotografowania wewnątrz kasyn nie mogę ich pokazać, ale udało mi się zrobić po kryjomu w środku jedno zdjęcie;-), jak się dobrze przyjrzeć to widać dużą ilość stołów i tą przestrzeń!

Pozdrawiam

rybka



Macao

16 11 2009

Od rana 15 listopada jesteśmy w Macao, które mnie od razu zauroczyło. (W samolocie z K.L do Macao byliśmy jedynymi białymi osobami, które tam leciały, cało samolot zapełniony Chińczykami, jeden murzyn i my!). Niestety jest tak zimno (może to ja już mam inne poczucie, bo ostatni miesiąc spędziliśmy w upalnej Indonezji), że postanowiliśmy zmienić swoje plany. Mieliśmy, przejechać przez Chiny lądem aż do Laosu. Jednak zobaczymy jeszcze Hong Kong (warto mieć chociaż przedsmak Chin) i wracamy do Malezji, tutaj idzie już zima a im bardziej w głąb Chin tym zimniej. Niestety nie mogłam wcześniej zaktualizować bloga, nie ma tu tak dobrego dostępu do internetu jak był np. w Kucie. Postaram się nadrobić wszystkie zaległości:)

Macao

Macao jest chińskim regionem (w pewien sposób samodzielnym), położonym na trzech wyspach Macau Peninsula (gdzie jest przejście graniczne z Chinami), Taipa Island i Coloane Island, które połączone są ciekawymi architektonicznie mostami. Jeszcze do 1999r. należało do Portugalii.  Miasto to słynie głównie ze sporej liczby luksusowych hoteli i kasyn ( o których napiszę później) i europejskich zabytków, jak np bardzo piękne, zabytkowe kościoły katolickie, których mury pamiętają jeszcze początki wieku XVII. Mieszkamy przy ulicy Rue de Felicidades – street of happines, ulicy czerwonych latarni. Znana jest ona z Indiany Jones’a. Mimo chłodu i barku słońca, który panuje tutaj o tej porze Macao ma swój specyficzny, wyjątkowy klimat, który urzekł mnie od razu. Jest tu przede wszystkim czyściej. Kierowcy również są bardziej kulturalni, ale nie to sprawia, że Macao jest wyjątkowe. Tutaj miesza się kultura chińska z europejską. Ulice tutaj są wąskie i często zatłoczone, ale nie jest to taki rozgardiasz jak w Indonezji. Ciężko jest mi to wyrazić słowami, ale jest tu coś co mnie przyciąga. Z jednej strony jest bardzo europejsko, budynki, biurowce, kościoły, znane sklepy, ale z drugiej czuć już chiński klimat. Te wąskie, kolorowe uliczki. W powietrzu czuć zapach świeżo pieczonych, tradycyjnych, chińskich ciasteczek… W Macao jest dużo muzeów, do których co miesiąc, każdego 15 – go jest wstęp wolny. Nam udało się zwiedzić muzeum historyczne, położone przy fortecy jezuickiej. Można znaleźć Koloseum i małą Wenecję ze śpiewającymi gondolierami a także małą Lhasę i Pekin. No i kasyna, robią wrażenie… Macao ciągle się rozbudowuje. Będzie jeszcze więcej kasyn i hoteli, zapierających dech w piersiach budowli.

Pozdrawiam

rybka