Jeszcze kilka słów o Indonezji :-)

14 11 2009

Na dzień przed wylotem z Indonezji wróciliśmy do Kuty.  Stąd jest bliżej na lotnisko. Nie ma szans żeby zdążyć bezpośrednio z Gili do Denpasar Airport na 20:00 na samolot.

ostani zachód

Indonezja jest cudownym krajem pod względem przyrody. Piękna roślinność, kolorowe kwiaty, kaktusy, palmy kokosowe i bananowe. Jest tu dużo drzew, lasów z wodospadami, biegającymi małpkami.Gdzie można poczuć się jak w dżungli. Piękne plaże, czysta, ciepła woda. No i zielone pola ryżowe. Ryż i kukurydza są tu główną rośliną uprawną, tak jak u nas pszenica i ziemniaki. Jest cały czas gorąco, temperatura rzadko spada poniżej 28 stopni Celsjusza a gdy pada deszcz to jest on bardzo przyjemny, nie taki lodowaty jak u nas:-) Indonezja urzekła mnie nie tylko egzotyczną fauną i florą, ale też cudownymi zachodami słońca, malowanymi pięknymi, ciepłymi barwami.

Jednak mimo tych wszystkich zalet to nie jest kraj, w którym mogłabym osiąść na dłużej a na pewno nie na stałe. Nie potrafiłabym się odnaleźć wśród tych wszystkich rozwrzeszczanych i nachalnych ludzi. Ich mentalność kompletnie do mnie nie dociera. To o czym wspominałam już nie raz, strasznie śmiecą, prowadzą olewczy tryb życia! Mieszkańcy większych miejscowości są kompletnie pochłonięci zarabianiem na turystach. Co chwilę powstaje nowy hotel, nowa dyskoteka czy restauracja. Wydaje mi się, że zmierza to w złym kierunku, giną miejsca naturalne i spokojne. Ulice przepełnione są skuterami i samochodami. Jest tu kompletny rozgardiasz i nieład. Wiadomo trzeci świat. Jednak zaczyna się on mieszać z zachodem, który mu tak naprawdę nie idzie z pomocą. A ceny za sprawą turystów rosną w zastraszającym tempie.

Tutaj najlepiej jest się zaszyć gdzieś w dziczy albo na wiosce zdala od turystów i ich zachodnich obyczajów, wtedy może się odnajdzie prawdziwą Indonezję.

Mimo wszystko wrażenia niesamowite…

Pozdrawiam

rybka



Indonezja – czas się pożegnać

12 11 2009

dzrewo w wodzieMinął już miesiąc czasu od kiedy jestem w podróży. Nawet nie wiem kiedy ten czas mi zleciał. Kończy nam się wiza Indonezyjska, dostaliśmy tylko na miesiąc. Oczywiście można ją przedłużyć, ale my już mamy wykupiony na 14 listopada lot spowrotem do Kuala Lumpur a z tamtąd do Macao! Już mam przed oczami wszystkie te kasyna… :-)

Nie ma co siedzieć za długo w jednym miejscu, żeby nie wpaść w pewnego rodzaju rutynę, nawet tutaj w tak ciekawych miejscach jest to możliwe. Wydaje mi się, że czlowiek jest tak skonstruowaną istotą, że po krótszym lub dluższym czasie nudzi się i wpada w rutynę, nie zawsze może (albo chce) się z niej uwolnić.

Przez dwa tygodnie na Gili zdążyłam już poznać tutaj większość miejsc. Wiem gdzie jest najtańszy sklep spożywczy, gdzie można przyjść na internet ze swoim komputerem, żeby nie używać tych z kafejek internetowych. Wiem gdzie można dobrze zjeść i europejskie i lokalne jedzenie a drogę z naszej chatki do centrum znam na pamięć. Wiem gdzie jest najlepsze wejście do wody, gdyż brzeg morza jest tutaj bardzo kamienisty. W niektórych miejscach nie da się wogóle wejść do wody, przynajmniej na boso jest trudno. Na swój sposób zadomowiłam się tutaj. Przyzwyczaiłam się do mrówek, które wyczuwają jedzenie na kilometr. Zmarnowały mi niejedną napoczętą paczkę ciastek :-) , potrafią nawet przegryźć worek zupki chińskiej, byle by się tylko dostać do środka! W takich miejscach można zaobserwować jeszcze inny świat, niezauważalny w bloku, w mieście. Świat przyrody. Wszystkich mniejszych i większych stworzeń żyjących wokół. Jest tu mnóstwo jaszczurek, które czują się świetnie wszędzie, na ścianie, na suficie, w trawie, na drzewie, małe kraby zakopujące się w piasku na plaży i te wielkie z dużymi szczypcami, pojawiające się w nocy (wtedy nikt ich nie złapie i nie ugotuje). Falujące nieustannie morze wraz z całym swoim podwodnym światem i wędrujące po okręgu słońce, które zachodzi i wschodzi codziennie w zupełnie inny sposób. Tutaj człowiek może się poczuć jako część tej przyrody a nie jako osobnik królujący nad nią. Niestety takich miejsc na świecie jest coraz mniej. Już na przyszły rok są plany aby osrodek Sunset, z tymi drewnianymi chatkami zamienić na luksusowy resort z prywatną plażą i apartamentami…

zachód słońca

Parę dni temu był wyjątkowo piękny zachód słońca. Wyraźnie widoczny okrągły kształt słońca, oświetlający ziemię wszystkimi odcieniami czerwieni, żółci i pomarańczy, powoli zrównywał się z horyzontem aż w końcu za nim zniknął, aby następnego dnia znów wyjść ponad i przebyć swoją drogę. Ten obraz, namalowany przez matkę naturę przypomniał mi o przemijalności i ulotności chwil. Jedna rzecz przeminie, ale zacznie się nowa. Będzie nowa droga do przebycia, nowe wrażenia, które wkrótce znikną za horyzontem, pozostawiając w naszych głowach tak pięknie umalowany obraz…

Pozdrawiam

rybka



Mieszkańcy Indonezji

9 11 2009

nasza chatka

Ludzie mieszkający w Indonezji mają zupełnie inną mentalność niż Europejczycy. Przede wszystkim ich poczucie estetyki pozwala na śmiecenie. I to wszędzie gdzie się da. U nas też ludzie śmiecą, ale starają się chociaż przejąć się swoim podwórkiem. No nikt nie robi śmietniska u siebie na ogrodzie. Tutaj dla tych ludzi to jest normalne. Nie widzą potrzeby sprzątania. To widać na podwórkach, na drodze, ale także na plaży, leży pełno starych butów, papierków, żarówek czy butelek. I nie wynika to z biedy, bo można być biednym a dbać o porządek. Po prostu ich to nie razi. Mam wrażenie, że prowadzą taki olewczy tryb życia. Nie przejmują się niczym. Przeważnie podaja bardzo wygurowaną cenę, co zniechęca wielu ludzi. Gdy widzą, że potencjalny klient odchodzi to wtedy krzyczą: „to ile, ile możesz dac”. W ten sposób można się z nimi targować, ale na dłuższą metę jest to trochę uciążliwe. Np szukając noclegu, podchodzimy do któregoś z kolei ośrodka i pytamy się ile za pokój 2 – osobowy. Gość zwleka się z kanapy (przeleżał tam pewnie caly dzień) i rzuca cenę z kosmosu, za drogo, no to on, to ile, ile chcecie dać. Jednak my zniechęceni już odchodzimy w inne miejsce (dwa razy tylko widzialam miejsce gdzie ceny za pokój były już z góry podane). Jak by tu jeden z drugim pomyślał, żeby dać cenę w miarę przystępną, ale korzystną też dla nich i mieć wiecej klientów to oni wolą czekać aż pojawi się ktoś kto zapłaci tą wygórowaną , a on może sobie dalej spokojnie leżeć przed domem. typowy śmietnik na plażyMaksymalizacja zysków jest typowo Europejską cechą i może przez to nasz kontynent jest bardziej rozwinięty. Tutaj ludzie się nie śpieszą, raczej żyją w myśl zasady ” co masz zrobic dzisiaj to zrób jutro”:-) Wcześniej mieszkaliśmy w pokoju w centrum, gdzie codziennie przychodziła ekipa na podwórko i zwykłymi młotkami burzyli postawiony z cegieł budynek. Skwar z nieba się leje a oni przez cały dzień tłuką tymi młoteczkami, no wkońcu go zbużą, ale ile się przy tym umęczą i czasu zmarnują, nie szybciej byłoby to walnąć porządnym młotem raz a porządnie i mieć spokój?! Tutaj powiedzenie „czas to pieniądz” się nie sprawdza. Często się zastanawiam co oni robią przez całe życie. I dochodę do wnioskłów, że najczęściej siedzą przed chatą. Wiadomo, niektórzy się uczą, gdzieś pracują, ale większości całe dnie zlatują na niczym specjalnym. Pewnego dnia przyszedł do nas gość, który prowadzi te chatki, z butelką wody i pyta się nas czy może wejść do środka. Po co? Żeby okroplić całą chatę wodą, (i to wszytskie, nie tylko naszą) tak jak ksiądz kropi po kolędzie mieszkania. Dlaczego?? Nie mam pojęcia, ale to doskonale odzwierciedla ich mentalność, robią dużo rzeczy nie wnoszących nic szczególnego do życia. I szczerze mówiąc, dopiero gdy dłużej posiedziałam w jednym miejscu (akurat tu na Gili prawie 2 tyg) to trochę ich zrozumiałam, że można tak przesiedzieć całe życie na nic nierobieniu. Coraz mniej chce się człowiekowi ruszać. Nawet nie wiem kiedy mi ten czas zleciał. Tutaj do przeżycia wystarcza zaspokajanie swoich podstawowych potrzeb. By się wysypiać i nie chodzić głodnym. Do tego dochodzi temperatura, bardzo wysoka potrafi rozleniwić, wtedy jeszce mniej się chce. Jednak czy o to chodzi żeby przeleżeć całe życie, żeby nic nie robić?? Ja jestem zdania, że zmiany, nawet to drobne są jednak w życiu potrzebne, dlatego też opuściłam na jakiś czas Wrocław i jestem tutaj. Jeśli im jednak jest tak dobrze, to ja nie życzę im żadnych zmian Często myślimy, że są biedni i nieszczęśliwi, że w naszym europejskim świecie byliby szczęśliwsi. A może nie, często patrząc się na nich, zwłaszcza na małe dzieci, nie wyglądaja mi na nieszczęśliwych, raczej na zadowolonych z życia. Dużo się uśmiechają i są przyjaźnie nastwaini do innych. Nieważne jest to co się robi, gdzie sie mieszka i jakie ma się wykształcenie, ale co człowiek ma w głowie. Czasem największe odkrycia i podróże mogą zajść w naszych umysłach. Tak jak jeden z wielkich filozofów Immanuel Kant, który całe życie przesiedział na wieosce – Królewcu.

kokos

A to już jest kokos, który spadł z palmy i pół dnia zajeło mi jego rozłupanie. Po czym dowiedziałam się, że oni tu wcale ich nie jedzą tylko używają do robienia oleju albo leków. I rzeczywiscie nie był zbytnio smaczny, ale za to ładnie wygląda:-)

Pozdrawiam

rybka



Gili – drugie wrażenie

6 11 2009

sunset - tak się nazywa nasz ośrodek

Pierwsze 4 dni na Gili spędziliśmy w centrum wyspy. W pokoju przy głównej „ulicy” (bardziej to przypomina ubitą drogę), gdzie jest port, wszystkie restauracje, sklepy i stragany. Przewija się tu najwięcej ludzi, jest pełno turystów, zewsząd słychać ulubione przeboje Europejczyków w stylu Pop Top 20. Szczerze mówiąc to wyspy Gili inaczej sobie wyobrażałam. Bardziej dziko a mniej komercyjnie. Niestety tubylcy budują knajpy i ośrodki pod bogatych turystów, którzy lubią zwiedzać luksusowe resorty czy wiecznie imprezować a mniejszą wagę przywiązują już do miejsca i krajobrazu wokół. Rozmawiałam z pewną Francuzką, która była tutaj 18 lat i też teraz bardzo się rozczarowała tym co zastała teraz. Wtedy była tu prawdziwa dzicz i raj, niewylansowany przez przewodniki, nieskażony komercją i chęcią zarobienia na każdej możliwej rzeczy. Nie było pryszniców, tylko szlauch, w morzu było więcej koralowców i różnorodnych rybek, nawet plaże były ładniejsze. Teraz natomiast komercja, jak na Majorce, tylko, że na innym kontynencie. Świat się kurczy, jest coraz większa globalizacja. Dlatego też trzeba wyszukiwać swoje miejsca z dala od cywilizacji a bliżej natury! Palmy widziane z naszego okna:)I nam się udało, tutaj właśnie na Trawangan! Znaleźliśmy bambusową chatkę na balach, pokrytą strzechą, z łazienką pod gołym niebem i moskitierami nad łóżkiem. Z widokiem na morze, na palmy. Jest cisza i spokój, z dala od tego turystycznego zgiełku. Nie kręci się tyle ludzi. Od czasu do czasu przejedzie bryczka, albo przejdzie jakiś turysta, który nawet tu nie zajrzy, bo to nie są odpowiednie warunki do spędzania tygodniowego urlopu. Za to jest szum morza i świergot ptaków. Pięknie widać malownicze zachody i wschody słońca. Pierwszej nocy tutaj czułam się jak Nel podróżująca ze Stasiem, śpiąca w dżungli, czy jak w Pożegnaniu z Afryką. W każdej chwili, można wrócić do cywilizacji, pójść do knajpy czy zrobić zakupy. Ale nie trzeba. Można przesiedzieć tutaj tydzień czasu i nie zbliżać się do cywilizacji, tutaj jest wszystko co potrzebne do przetrwania. Nam jeszcze udało się znaleźć takie miejsce, ale obawiam się, że niedługo wykupi to jakiś Europejczyk (wielu Rosjan kupuje tutaj działki, żeby wybudować hotel albo restauracje), który zamieni to na luksusowy resort wypoczynkowy. Chyba, że nie zaginą poszukiwacze wrażeń, ale takich naturalnych i trochę pierwotnych tak jak np. jak np. ta młoda dziewczyną ze stanów, z którą dzisiaj rano rozmawiałam. Od stycznia była w podróży, zwiedziła całą Azję, Indie i Nepal a teraz wraca do Ameryki.pisząc bloga

Pozdrawiam

rybka



Gili Trawangan – raj na ziemi!

3 11 2009

Gili

Tak przynajmniej jest opisywana ta wyspa w przewdonikach i przez mieszkańców Bali. I rzeczywiście, im dalej od turystycznego centrum tym piękniej. Woda jest ciepła, czysta i błękitna. Plaże z białym, miękkim piaskiem. Nurkując można zobaczyć rafy koralowe i rybki, tutaj warunki są idealne do nurkowania. Na brzegu są wszelkiego rodzaju muszelki i biegające między nimi małe krabiki. Do tego jeszcze cisza i spokój. Drzewa mają ciekawe kształty, rosną nawet kaktusy, w trawach biegają jaszczurki a dookoła cykają świerszcze. Na palmach zwisają kokosy i banany.

Niestety nie da się całkowicie uciec od cywilizacji. Zaraz przy porcie gdzie przypływają i odpływają wszystkie łódki jest najwiekszy hałas, usytułowane są wszystkie restauracje, bary, hotele i ośrodki. Tam też mieszkamy. Wydaję mi się, że jeszcze parę lat temu było tu bardziej dziko, nie puszczano w tv meczu albo wyscigów formuly 1 dla znudzonych turystów. Jednak wystarczy się trochę oddalić aby przenieść się w zupełnie inny, piekny świat. Na wyspie nie ma psów, motorów, aut i policji! Za to można ją objechać rowerem albo obejść na nogach, trochę ruchu dla zdrowia:)drzewa

Trawangan jest jedną z trzech wysp Gili, jest jeszcze Meno i Air. Są one tak blisko siebie położone, że przy spokojnym morzu, można między nimi pływać.

Podróż z Bali na Gili trwała 10h, ale nie jest to męcząca wyprawa. Za to dostarcza dużo wrażeń!

W oczekiwaniu na transport do portu

w oczekiwaniu na transport

Później promem na Lombok

na promie

Busem do portu, skąd odpływają łódki na Gili

w busie

Korek na trasie, chwila przerwy.

korek

Płyniemy do celu

łódeczka

I wreście na miejscu

na Gili

Pozdrawiam

rybka