Dzień jak codzień

28 12 2009

Nie każdy dzień musi być wypełniony atrakcjami turystycznymi czy zwiedzaniem wszystkiego, co poleca przewodnik. Zostając dłużej w jednym miejscu, można pozwolić sobie na włóczenie się po mieście, czytanie dobrej książki, czy obserwowanie ludzi, ich zachowań i sposobu życia – nie tylko lokalnych, ale też turystów.

Kobiety tutaj, zarówno młodsze jak i starsze chodzą po ulicach i sklepach w piżamach. Jest to dla nich chyba zwyczajny strój wyjściowy i nie widzą w tym nic dziwnego:) Dobrze gotują i przyrządzają wszystko same. W restauracjach nie zatrudnia się żadnych wykwalifikowanych kucharzy. Natomiast na ulicach panuje jeden wielki nieład. Mnóstwo skuterów, rowerów i aut. Dozwolona jest jazda pod prąd, przejazd na czerwonym świetle a zasada pierszeństwa z prawej strony nie obowiązuje.

Kambodża jest krajem głównie rolniczym, większość ludzi prowadzi bardzo proste życie na wsi, uprawiając swoje pola. Jednak miejsca często odwiedzane przez turystów, tak jak  Siem Reap, zaczynają się rozwijać. Remontowane są drogi, powstają centra handlowe. Przypominają one nasze pierwsze galerie w Polsce (pamiętam jeszcze wrocławski Pedet i Marino). Można tu znaleźć walkmeny czy magnetofony kasetowe. U nas jest to już uznawane za przeżytek, a przecież pamiętam jak sama jeszcze parę lat temu słuchałam muzyki z kaset. Są miejsca, które przenoszą nas w czasie, do przeszłości…

Jednak to nie zmienia faktu, że spora część ludzi jest tu biedna. Śpią na ulicach, żebrzą czy zbierają plastikowe butelki. Kraj ten dopiero dźwiga się z upadku, do którego doprowadziła komunistyczna partia Czerwonych Khmerów. Do niedawna rządy w Kambodży sprawował krwawy i bezlitosny Pol Pot, który wymordował znaczną część swojego społeczeństwa (mówi się nawet o 20% ludności).

Chyba mogę czuć się szczęściarą, że trafiłam tutaj jeszcze w czasie, kiedy jest przyjemnie dla turystów, tanio, ale też są miejsca zupełnie dzikie, oderwane od cywilizacji. Coś czuję, że z czasem ludzi będzie napływać coraz więcej, będą wydawać coraz więcej pieniędzy, aż stanie się tłoczno i głośno, tak jak np. w Bangkoku czy Kucie na Bali.

Obecnie ceny są jeszcze niskie. Piwo w knajpie kosztuje $0,5 (tutaj obowiązują dwie waluty równocześnie, dolar amerykański i riel kambodżański, $1 = 4000r). Obiad zje się za $2, pokój z łazienką, internetem i rowerami kosztuje $7, spodnie $6 a japonki $3.

Inne ciekawe i tanie rzeczy, które można kupić w Kambodży  zamieściłam w ciekawostkach.

Pozdrawiam

rybka



Wśród ruin Angkoru

26 12 2009

Kolejny dzień spędziłam spacerując między kamiennymi świątyniami. W tym miejscu jest coś co mnie ujęło, coś co przyciąga jak magnes. Z przyjemnością rano wsiadam na rower i wracam zmęczona wieczorem po całodziennej wędrówce.  Niesamowite jest to, jak przyroda „pożera” to co pozostało po khmerskim imperium. Przebywanie w miejscu gdzie natura łączy się z historią jest przyjemne.

Dzisiaj było dość sporo turystów, ale  nie przeszkadzało mi to w fotografowaniu czy znalezieniu cichego zakątka. Wiele osób przelatuje przez świątynie, pośpiesznie robiąc kilka zdjęć i jedzie dalej, chcą zobaczyć jak najwięcej a mają tylko jeden dzień. Moim osobistym zdaniem, jeden dzień to zdecydowanie za mało, ale nie każdego interesuje odkrywanie głębi w starych, opuszczonych ruinach. Ludzie lubią mieć odhaczone pewne atrakcje na swojej liście. Zresztą nie każdy ma też tyle czasu. Mimo wszystko, to miejsce cieszy się ogromnym zainteresowaniem turystów. Z moich obserwacji wynika, że najwięcej jest chyba Chińczyków i Rosjan, ich nie da się nie zauważyć, zawsze trzymają się w dużych grupach.

Myślę, że nie ma co tu się dużo rozwodzić na ten temat tylko trzeba pokazać te miejsca, oto i one:

Więcej zdjęć zamieściłam w galerii foto, zapraszam serdecznie:)

Pozdrawiam

rybka



Do they know it’s Christmas

25 12 2009


Cały wczorajszy dzień spędziliśmy między ruinami miasta Angkor. Jest ono niesamowite. Każda świątynia ma swój niepowtarzalny klimat. Jest ich tyle, że jeden dzień nie wystarczy, żeby wejść do każdej. Dlatego też kupiliśmy sobie bilet na 3 dni. Żeby się nie spieszyć, zatrzymać się w każdym ciekawym miejscu. Jeździmy rowerem po wydeptanych ścieżkach, głęboko oddychając świeżym, leśnym powietrzem. Chodząc między kopcami tych starych kamieni, czuję się jak w baśniowym świecie, pełnym tajemnic i skarbów. I tu nie chodzi o jakieś kosztowności, ale o wyjątkowe momenty, chwile, które z czasem staną się miłymi wspomnieniami.

Niestety, wieczorem czar prysł. Dopadła mnie nostalgia i tęsknota za rodzinnymi świętami. Z choinką, barszczem i całym swoim urokiem… Na kolację zjadłam tradycyjną khmerską potrawę a w Bożonarodzeniowy poranek na śniadanie naleśnika z bananami. Święta tutaj w niczym nie przypominają naszych polskich. Uśmiechnięty mikołaj w restauracji czy kolorowa choinka w lokalnym centrum handlowym to nie to samo :(

Pozdrawiam

rybka



Zauroczenie od pierwszego wejrzenia…

22 12 2009

Ogrom, przestrzeń, potęga, piękno, tajemnica, są to nieliczne z wielu określeń jakie mi przychodzą do głowy na myśl o Angkor Wat, otaczających ją murów, kanałów i mniejszych świątyń. Czytałam wiele negatywnych komentarzy na temat archeologicznego miasta Angkor, że jest przereklamowane, pełne turystów i lokalnych sprzedawców. Jechałam tam na zachód słońca, nastawiona trochę sceptycznie. Rozczarowałam się już paroma miejscami i bałam się, że tym razem będzie tak samo. Ku mojemu zdziwieniu myliłam się! Jak tylko zobaczyłam ogromną fosę i mur otaczający  te kamienne świątynie wiedziałam, że mi się tu spodoba. O zachodzie słońca panował tu niesamowity klimat tajemniczości. Nie ma co się dziwić, że zjeżdżają tu tłumy turystów, widok zapiera dech w piersiach. Zresztą większość z nich i tak odwiedza główną i największą świątynie Angkor Wat i wraca tuk tukiem (trójkołową taksówką) do miasta. Nie oglądając wielu imponujących miejsc.

Cały kompleks miasta Angkor jest jest znacznie większy niż teren jego głównej świątyni i usytuowany w różnych miejscach na ogromnej powierzchni. W czasach swojej świetności, było to największe miasto na świecie, gdzie mogło mieszkać 750 tys. mieszkańców. Jest to niesamowite, jak potężne było Imperium Khmerów, które teraz stoi zniszczone i porośnięte drzewami. O ich potędze świadczą nie tylko rozmiary i piękno świątyń, ale także potężne kanały, kamienne mosty i mury otaczające miasto. Co do historii dlaczego przestało być potęgą jest wiele spekulacji. Możliwe, że mieszkańcy opuścili miasto i przenieśli stolicę do Phnom Penh, po ataku Tajów. Inna teoria głosi, że nie byli już wstanie zapanować nad kanałami, które ciągle rozbudowywali aż wymknęły się im spod kontroli. Każdy archeolog może interpretować swoją własną wersję wydarzeń. To czego nie da się podważyć to fakt jak niesamowicie musiała być rozwinięta ta społeczność. Patrząc na dzisiejszą biedną i stawiającą dopiero pierwsze kroki w kapitaliźmie Kambodżę, aż trudno uwierzyć, że przodkowie tych ludzi byli tak potężni.

Mimo wszystko Kambodża i tak jest bardzo przyjemnym miejscem. Nie jest tu (Siem Reap) jeszcze tak bardzo tłoczno i turystycznie. Płaci się w dolarach, ceny są niskie. Bardzo szybko można przenieść się z cywilizacji w przyrodę i dzicz. Drogę prowadzącą do Angkor otacza ogromny las, gdzie powietrze jest świeże i czyste. Jedzie się przyjemnie rowerem równą, oświetloną w nocy drogą. Nie trzeba wcale wynajmować tuk tuka. Z przyjemnością spędzę tu święta a nawet Sylwestra. Ani trochę nie żałuję, że wyjechałam z Bangkoku:)

Dzisiaj byłam w Angkor zaledwie przez chwilę, wieczorem, żeby poczuć klimat miejsca. Zamierzam w najbliższych dniach spędzić tam więcej czasu. Zobaczyć najbardziej oddalone zakątki, zgubić się między kamiennymi posągami, przejść ścieżkami, którymi kiedyś kroczyli mieszkańcy tego imperium. Jest to miejsce, w którym czuć historię a ja lubię spędzać czas w takich miejscach. Są wyjątkowe, mają swój specyficzny urok…

Pozdrawiam

rybka



Siem Reap

21 12 2009

Bangkok opuściliśmy wczoraj, wcześnie rano. Ze stolicy do przejścia granicznego (Poi Pet) nie było daleko, około 2,5h autobusem. Kierowca busa wysadził nas przy biurze turystycznym, które od razu wręczyło nam do wypełnienia aplikację o wizę a później zażyczyło sobie za nią 35$. Gdy odmówiliśmy, spotkaliśmy się z ogromnym oburzeniem i niezadowoleniem pracowników biura, jak śmieliśmy nie wyrobić sobie wizy u nich! Przecież nie ma innej opcji dostania jej. My wiedzieliśmy, że jest i to o wiele taniej. Za 20$ przechodząc granicę, tzw. „visa on arrival”. Jest to jawne oszukiwanie i naciąganie ludzi, niestety to turyści tak ich przyzwyczaili. Większość grzecznie wyciąga swoje pieniądze i przepłaca za coś co można dostać za chwilę taniej.  Tylko parę osób odmówiło. Nawet w przewodniku ostrzegają przed takimi biurami. Będąc już po stronie kambodżańskiej, pewna turystka dziwiła się dlaczego musiała zapłacić te 35$ skoro wiza kosztuje mniej. Otóż musiała, bo dała się naciągnąć oszustom ubranym w białe koszule. Trzeba się zastanowić zanim się wręczy komuś swoje pieniądze.

Mimo straszenia, że wizy nie dostaniemy, dostaliśmy ją na przejściu granicznym. Tu też nie obeszło się bez korupcji. Celnik zażądał po 25$, mimo iż widnieje napis ” Tourist visa -20$”, ta sama cena jest na wizie w paszporcie. Jednak tu już nie ma co się kłócić z urzędnikami. Dobrze wiedzą, że na granicy to oni mają władzę i od nich zależy czy wbiją komuś ten stempel do paszportu czy nie. Szczerze, to nie ma co im się dziwić, jest to pewnie jedyna okazja do zarobienia. Może w Polsce nie ma korupcji i oszustw? Też są tylko nie takie jawne… Będąc już po kambodżańskiej stronie, można spróbować swojego szczęścia w kasynie. Hazard jest zabroniony w Tajlandii, ale nie w Kambodży! W związku z czym, przy granicy kasyna powstają jak grzyby po deszczu. Niestety, nie mieliśmy czasu żeby je zobaczyć od środka, bo czekał już na nas autobus do Siem Reap. Podczas jazdy, widząc zza okna ogromne przestrzenie, połacie zieleni i pola uprawne, Kambodża od razu mi się spodobała. Po 10 dniach w głośnym i zanieczyszczonym od spalin mieście, takie widoki robią wrażenie.

Samo miasto Siem Reap dzięki napływającym turystom ciągle się rozwija. Jest to wylotowe miejsce do parku archeologicznego Angkor. Co mnie pozytywnie zaskoczyło, drogi są tu całkiem niezłe, odremontowane, równe i szerokie:) Polska powinna się wstydzić! Po za tym, że jest blisko do Angkor Wat, to tu nie ma nic specjalnego. Sklepy, restauracje, hostele, ale jest to bardzo przyjemna miejscowość. Nie jest już tak gorąco i tłoczno.


Pozdrawiam

rybka