Jak tu wygląda świat?

30 10 2009

Chciałabym napisać kilka zdań o tym jak tu wygląda świat. Jesteśmy pod równikiem, na południowej półkuli, więc układ gwiazd na niebie jest zupelnie inny, taką rozpoznawczym gwiazdozbiorem powinien być krzyż południa, ale jeszcze nie udało mi się go zlokalizować. Niebo często jest zachmurzone i widoczność gwiazd jest ograniczona. Temperatura wiadomo…. Ciągle gorąco, w południe ciężko jest wytrzymać na plaży na słońcu, trzeba się chłodzić. Woda super, dość ciepła, czysta i wzburzona. Co do komarów to są, małe, podstępne, których nie czuć jak gryzą, ale za to poźniej bardzo swędzi. Jednak są do zniesienia ( nie umiera się od ich ukąszeń), tak samo jak wszędobylskie mrówki i karaluszki:) kadzenieDo Kuty, jak i pewnie w większość miejsc na Bali położonych przy lotnisku w Denpasar, przylatuje mnóstwo turystów, z Europy i Australii. Jest tanio, nocleg można znaleźćjuż za 20zł za pokój 2 – os, wraz ze śniadaniem. Jedzenie też tanie. Jest i europejskie i miejscowe, głownie z ryżem. Nie jest tu tak dziko jak np. na Jawie. Wszystko jest tu przystosowane pod turystów, zarówno tych Backpackersów jak i tych co spędzają urlop w hotelu na All inclusive. Panuje tutj moda na surfing, na każdym kroku są wypożyczalnie desek i instruktorzy, oferujący naukę tego sportu. Mnie jakoś to nie kręci, wolę sobie sama poskakać na falach bez deski. Prócz ciągle przewijającego się tłumu, jest tu jeszcze mnóstwo skuterów, których kierowcy kompletnie nie zwracaja uwagi na pieszych. Musisz bardzo uważać nawet idąc chodnikem. Wąskie uliczki prowadzące do morza ( u nas by to był pewnie deptak) przypominają targowiska.. Każdy zachęca do kupna na jego straganie, każdy ma niskie ceny i najlepszy towar a w rzeczywistości na każdym jest to samo. Torebki, portfele, okulary, ręczniki, bryloczki…Trzeba się do nich przyzwyczaić i czasem nawet nie reagować gdy dziesiąta osboa z rzędu proponuje ci transport, masaż albo okulary słoneczne. stragan To co odpowiada chyba tu wszytkim to oficjalne przyzwolenie na sprzedaż podrabianych plyt CD, DVD i zegarków. Można dostać wszystko, gry, filmy, programy systemy operacyjne do komputerów i to za 7 – 10zł.  A to oryginalny sklep z podrabianymi zegarkami, markowych firm. Wyglądają bardzo profesjonalnie, Rolexy kosztują ok 200zł.

Balijczycy bardzo lubią robić z kwiatów i ryżu ozdoby na swoich ulicach. Mają również taki rutaał okadzania swoich mieszkań, ulic i straganów codziennie rano i wieczorem.

Wczoraj wieczorem byliśmy pozwiedzać tutejsze knajpy i zobaczyć jaki panuje w nich klimat. Cluby są duże, wstęp za darmo do większości, niektóre są kilku poziomowe. Muzyka różna. Są takie, w których królują przeboje z vivy, ale można też znaleźć z trochę bardziej wyszukaną muzyką. Co do wieku w knajpach, to tego chyba nikt nie sprawdza, miałam wrażenie, że niektóre dziewczynki tam tańczące miały po 13, 15 lat. To jest replika Paddy’s Club, który został zniszczony w zamachu i odbudowany na nowo w pobliżu.Paddy'd club II Na początku miałam lekkie opory żeby wejść, ale później się oswoiłam z tym, przecież ludzie którzy tam pracujuą, przychodzą tu codziennie, tak samo turyści, którzy chcą się pobawić.

Jednak po za turystyką toczy się tu też normalne życie mieszkańców wyspy. W knajpach było mnóstwo dziewczyn wystrojonych, umalowanych, czekających na odpowiedniego pana, który się nimi zainteresuje… Ludzie tutaj są ( nie ma co tu ukrywać) biedni, większośc z nich spędza całe dnie sprzedając na swoich straganach a na obiad jedząc garść ryżu, trochę warzyw i mięsa. Między skuterami i turystami biegają małe dzieci, które spędzają czas na ulicy często, ze swoimi szkolnymi zeszytami, ucząc się. A śmiecą gdzie popadnie! Wiele osób też żebrze, na początku nie wzruszalo mnie to, myślałam sobie, najłatwiej jest wyciągać ręce po pieniądze (mam już takie uprzedzenia, z Wrocławia, gdzie jest sporo żebrzących, zwłaszcza cyganów, którzy wieczorami przychodzili do mnie na stół do kasyna przegrać to co rodzina uzbierała przez cały dzień). Tutaj Ci ludzie naprawdę nie mają pieniędzy i zrozumiałam to kiedy wieczorem zobaczyłam śpiącą kobiętę pod bramą z maleńkim dzieckiem, nie takim co już samo chodzi, ale takim kilku miesięcznym! Maciupeńkim, niemowlakem! U nas jest teraz moda na trzy – kołowe wózki dla dzieci, powstają nowe sklepy z wygórowanymi cenami ubranek i zabawek. „Przecież nie kupisz swojemu dziecku byle czego!” Tak możnaby odebrać przekaz reklam w telewizji. Oczywiście, każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka. I w miarę możliwości chce mu dać co może. Ale są też tacy, którzy mimo szczerych chęci nie mogą tego zapewnić swojemu maleństwu. Świat jest niestety bardzo niesprawiedliwie urządzony. Z jednej strony Europejczycy, wydający swoje (często również, ciężko zarobione) pieniądze na wakacje za co z drugiej strony tutejsi mieszkańcy i to nie wszyscy, a raczej mniejszość, może utrzymać rodzinę.

Pozdrawiam

rybka



Zamach terrorystyczny

27 10 2009

Memorial placeStojąc wczoraj na placu upamiętniającym zamachy terrorystyczne wydawało mi się to takie obce i odległe. Nie zdawałam sobie sprawy ze skali tego zjawiska dopóki nie przeczytałam szczegółowego opisu tego wydarzenia. Dokładnie w tym miejscu w którym stoi pomnik, w 2002 roku stał nightclub – Paddy’s Pub, do którego przychodziło dużo loudzi aby spędzić tam noc dobrze się bawiąc. Klub jak każdy inny, w Kucie jest ich sporo i do każdego mogę wejść ja i każdy inny. 12 października, do klubu wszedł, nie wzbudzający żadnych podejrzeń człowiek, miał w swoim plecaku bombę , którą zdetonował o 23:05, 15 sekund później wybuchła druga bomba, zamontowana w vanie zaparkowanym zaraz przy klubie. W yniku wybuchu zginęły 202 osoby, w większości turyści a conajmniej drugie tyle zostalo rannych. 3 ciała nigdy nie zostały zidentyfikowane. Indonezyjskie szpitale nie były w stanie pomieśćić i zapewnić odpowiedniej opieki medycznej wszystkim rannym. Musieli być oni transportowani do szpitali w Australii i Singapurze. Zaraz po wybuchu, rannych umieszczano rówinież w basenie, aby złagodzić ból, spowodowany ranami i poparzeniami. Sama bomba ważyła ponad tonę i nie wiem czy zamachowcy zdawali sobie sprawę z jej siły. Po wybuchu zostawiła na metr głęboką dziurę w chodniku. Rok póżniej był kolejny zamach w hotelu na Jawie a w 2005 roku kolejny w Kucie, co prawda były one znacznie słabsze i nie zginęło tyle ludzi, ale świadczy to o determinacji tych ludzi i ich nienawiśći do świata zachodniego. Co Ci ludzie wysadzający siebie, niewinnych ludzi, turystów, ale także swoich rodaków, mają w głowach?! W ich mniemaniu czują się wyjątkowi, walczącą z wykorzystującym ich zachodem…

Ku pamięci osób zabitych w zamachuDopiero 9 listopada 2008 roku (wkrótce będzie rocznica), po 7 latach od zamachu, zostali straceni trzej zamachowcy (tylko bomba w klubie była samobójczym zamachem), odpowiedzialni za wybuch bomby i zaplanowanie całej akcji terrorystycznej. Zostali rozstrzelani w więzieniu o 00:15 lokalnego czasu. Czwarty z zamachowców nie zsoatł stracony gdyż (ponoć) szczerze przeprosił i czuł skruchę za to co zrobił (może rzeczywiście to co zobaczył po wybuchu przeszło jego oczekiwania, widok musiał być makabryczny i wstrząsający, jak sobie o tym pomyślę to aż mi dreszcze przechodza po plecahc!). Matka jednego ze straconyh, na pogrzebie powiedziała indonezyjskiej telewizji, że ma nadzieję, iż jej syn trafi do nieba…

Złapano osoby bezpośrednio odpowiedzialne za zamach, ale ilu jeszcze chodzi po ulicah, którzy też mieli powiązania z całą ta bandą planującą te wszystkie straszne rzeczy. Co oni robią?? Sama myśl o tym, że chodzę tymi samymi ulicami co ci ludzie jest już dość przerażająca.

Dlaczego o tym piszę??

Napewno nie po to, żeby kogokolwiek wystarszyć, ryzyko kolejnego zamachu tu jest nieduże.

Większość sobie pewnie pomyśli, po co jedziesz w takie miejsce, nie lepiej być tam gdzie nie było zamachu?? (Z resztą Kuta szybko się pozbierała i nie ubyło jej turystów). Ale, nie każdy zdaje sobie sprawę ze skali terroryzmu na świecie, a przecież podobne zamachy miały miejsce w USA, Bombaju, Egipcie, w Europie i pewnie jeszcze wielu innych krajach. Gdzie żyją ludzie, gdzie może być każdy z nas! Póki nas coś nie dotyczy, to pewne rzeczy spychamy na bok, a wybuchło coś gdzieś, dobrze, że nie u nas. I ja też tak myślałam, ale będąc tu spojrzałam na to trochę inaczej. Wiadomo nie chodzi o to, żeby ciągle myśleć,że zaraz coś wybuchnie, bo przecież można by zwariować. Ale taka myśl raz na jakiś czas, zwłaszcza w takim miejscu pozwala docenić to co się ma. I trzeba to doceniać, teraz w tej chwili a nie dopiero jak to utracimy…

„Ten szczęśliwy dzień, to jest każdy dzień!”

życzę każdemu odnalezienia swojego szczęścia

rybka



Kuta

26 10 2009

na fali

Zaletą Bali jest to, że nie jest dużą wyspą, dzięki czemu w zaledwie 3h dznależliśmy sie na  jej drugim końcu, na południu.Stąd już jest blisko na kolejne wyspy Indonezji: Gili i Lombok (może jeszcze się wybierzemy na którąś z nich, wylot z Indonezji mamy dopiero 14 listopada). Teraz wybraliśmy sobie turystyczne miasteczko Kuta. Panuje tu zupełnie inny klimat, niż w małej, spokojnej Lovinie. Jest tu więcej turystów, więcej sklepów, barów, pubów, ogólnie więcej wszystkiego!! Jednak możnazachodzace slonce znalźć też cichy zakątek. No i plaża! Szeroka, czysta, tak jak sobie wyobrażałam balijskie wybrzeże. Morze też robi wrażenie! Jakie duże fale tu są ( na których można nieźle się wymęczyć!). Dlatego też w Kucie panuje moda na deski surrfingowe. Warunki do uprawiania tego sportu są tu idealne.

W 2002 i 2005 roku w Kucie byly zamachy terrorystyczne, w których zginęło ok 200 osób, mieszkańców i turystów, w tym jedna Polka. Na jednej z głównych ulic powstał mały plac upamiętniający tamte straszne wydarzenia.

memorial place

A tu już wybieramy  garnitur do ślubu u jednego z ulicznych krawcow;-) garnitur

Pozdrawiam

rybka



Ruszamy na południe

25 10 2009

Dzisiaj jest nasz ostatni dzień w Lovinie. Jutro wyruszamy na południe Bali, przed nami Ubud i Kuta wraz ze wszystkimi swoimi atrakcjami. Nie było tak strasznie jak mogłoby wynikać z ostatnich dwóch wpisów. To było pierwsze zetknięcie z tym światem i pierwsze wrażenie, które po paru dniach się zmieniło na lepsze. Wydaję mi się, że to jest kwestia przyzwyczajenia już do warunków jakie tu panują! W pewnym momencie człowiek przestaje zwracać uwagą na to co brzydkie i mu nie odpowiada a skupia się tylko na tym co go interesuje:) Tak chyba też robią tubylcy. Skupiają się na zarabianiu pieniędzy a nie sprzątaniu swojej okolicy.
Ważne, że był tu spokój, cisza i odpowiednie warunki do odpoczynku, którego nigdy za wiele;-) Po takim 5 dniowym leniuchowaniu ( z resztą widać to na paru nowych zdjęciach;)) chętnie się jutro zmęcze podczas podróży, jakieś nowe wrażenia!

To co udało mi się tu zaobserwować to fakt, że… właśnie, jakby to dobrze nazwać żeby oddać całą naturę tego zjawiska?! Każdy mężczyzna w podeszłym wieku a jeśli ma odpowiedni portfel to moze być też młodszy;-) znajdzie tu swoją miłośc! Cięzko to opisać słowami, najlepiej by to oddały zdjęcia, jak mi się uda kiedyś taką parę sfotografować z ukrycia to napewno dorzucę:) (Widziałam już sporo takich, ale tak głupio mi było cykać im fotki.) Otóż dość często można tu spotkać młode, miejscowe dziewczyny, czesto młodsze ode mnie ze strarszymi, pomarszczonymi panami ( głównie z Anglii), którzy mogliby być spokojnie ich ojcami a nawet dziadkami! Cóż, wiele osób (turystów, bo napewno nie miejscowych) to może dziwić albo szokować, ale układ jest dość korzystny dla obu stron. On czerpie satysfakcję z obcowania ;-) z młodą, atrakcyjną dziewczyną, a ona ma pieniądze a niekiedy nawet europejski paszport. Czasem z takie związki przetrwają dłużej a czasem kończą się wraz z wakacjami. Idealne miejsce dla samotnych panów na emeryturze, których swoją drogą jest tu dość sporo! Przyjeżdża tu też wiele samotnych Europejek w poszukiwaniu swojej przygody życia, wędrują same przez Indonezje (może to być interesujące na początku, ale mi samej by się zaczęło nudzić, lepiej jest mieć kogoś do kogo można w obcym kraju otworzyć gębe w swoim języku i podzielić się z kimś wrażeniami, dlatego jest też min. ten blog), natomiast samotnych młodych facetów jest najmniej:-( Mnóstwo turystów jest z Holandii ( w końcu Indonezja była kiedyś ich kolonią, przyjeżdżają obejrzeć swoje posiadłości:-)), z Francji, Niemiec no i Wielkiej Brytanii oczywiście. Polaków jeszcze nie spotkaliśmy żadnych, ostatnich widziałam na lotnisku w K.L, może w Kucie będą jacyś:) Większość ludzi, z którymi rozmawiam bierze mnie za Holenderkę (Poland, Holland może im się najwyraźniej mylić) i trochę dziwią się, że z Polski. No, ale cóż, dzięki samolotom i min. linią lotniczym AirAsia świat stał się o wiele mniejszy i dostępniejszy dla każdego. Jedzenie i nocleg jest tu bardzo tani, najwięcej kosztuje przylot. Alkohol, zwłaszcza piwo jest dość drogi jak na te warunki, ale ja nas szczęście nie pijam go dużo:)
Pozdrawiam wszystkich czytelników i całuję gorąco:***
rybka



Balisjski mit

22 10 2009

nasz ogródekOśrodek w którym mieszkamy wynagradza nam całą tą okropną podróż. Udało nam się znaleźć pokój z łazienką, basenem i śniadaniem za nie całe 30zł za noc. Są jeszcze tańsze jak się poszuka, ale basen jest naprawdę fajny. I lepiej się kąpać w nim jak jest tak gorąco, bo nad morzem można się zesmarzyć (z resztą opalanie się na wulkanie też nie bylo dobrym pomysłem, bo teraz wyglądam jak flaga polski! Czoło i oczy mam blade a nos i policzki spalone jak burak!), nie ma tam cienia.A po za tym piasek jest czarny i wyjątkowo gorący!  Na plażę chodzimy albo rano albo popłudniu gdy słońce już tak mocno nie grzeje.

tu mieszkamyTu mieszkamy. Jest cicho, spokojnie i przyjemnie. Można się wylegiwać całymi dniami, czytać książki. Nie ma też dużo komarów. Gdyby nie ośrodek polożony w tak ładnej scenerii to w Lovinie nie ma nic specjalnego. Pamiętam jak parę lat temu Eska odwolywała zimę i można było wygrać wycieczkę na Bali razem z Dodą. Wtedy mi się to wydawało takie WOW!! Bali obrosło już pewnego rodzaju mitem, który w momencie zejścia ze statku dla mnie runął. Pojedziemy jeszcze do innych miejscowości pewnie, żeby to skonfrontować, ale boję się, że to już tak będzie wszędzie. Nad morzem nie bylam baaaardzo dawno! Jednak to tutaj nie ma takiego klimatu jak nasze. Zaraz przy plaży pełno chat, straganów, namolnych ludzi, którzy chcą sprzedać koraliki, wycieczki albo zaproponować transport i pełno psów. Biegają one wszędzie, łącznie z plażą. Nie jest tak źle, po prostu inaczej! Inny klimat jest na plaży. Ale to co mnie przeraża i nie potrafię tego zrozumieć, to to dlaczego Ci ludzie tak śmiecą i nie dbają o takie miejsce! Wszędzie jest pełno śmieci, resztek jedzenia, zarówno na plaży jak i w wodzie przy brzegu! O takie miejsca trzeba dbać! A tu niestety nikt się tym nie przejmuje, tylko myśli jakby tu kasę sciągnąć. Ja rozumiem, że tu jest bieda i każdy ima się czego może, nie potępiam ich za to. U nas ktoś pracuje w biurze,w sklepie, szkole a oni tak, sprzedając różne rzeczy, często bardzo ładne, własmoręcznie wykonane, ale czy to tak ciężko zadbać o porządek? Czy bieda i brud już zawsze będą szły w parze??

Jednak turyści przyjeżdżają, więc musi coś w tym miejscu być. Po za ładnymi pokojami i domkami zbudowanymi w specyficznym dla tego miejsca stylu, to nie wiem co te zakochane pary tu widzą!

Jeszcze będziemy mieli parę dni na zapoznanie się z Loviną i może jeszcze zmienie o niej zdanie. Jedną z rzeczy, która przemawia na korzyść tego miejsca to jest to co się ujrzy pod wodą. Jak już przebrnęłam przez ten syfiasty brzeg to ujrzałam wszelkiego rodzaju rybki,mniesze, większe i rafę koralową. Podwodny świat robi dobre wrażenie!

Na razie odpoczywam, opalam się, pływam… ogólnie obijam się!!moje zdobycze

Pozdrawiam

rybka